Nie zamykajmy drzwi…
Przyszła wiosna, a właściwie nadchodzi już lato… Po 16h mamy prawie 30°C na liczniku (jak nie więcej). Środki komunikacji miejskiej wypełniają się aromatem podróżnych. Ludzie w swetrach i kurtkach (rano się ubierają, bo jest zimno, a popołudniami chyba nie myślą — ciuchy można nosić w ręku, lub jak ja w plecaku) pocą się jak świnie (ja się tak pocę bez kurtki czy swetra). Niektórzy się pocą, bo jest duszno, jeszcze inni się pocą, bo tak! Syf, kiła i mogiła — smród i duchota. Do czego zmierzam? Do okien… Wszyscy się rzucają by je zamykać, bo im wieje… Ponad godzinę jadę pociągiem codziennie do tego mojego Wejherowa i specjalnie siadam tak, żeby sobie okno otworzyć, a żeby za mną na nikogo wiać nie mogło, ale co z tego, jak potrafi ci ktoś ze środka wagonu wstać i zamknąć okno… Ludzie, ja pier.…! Jest parno i duszno — po co mamy się dobijać!? Przeszkadza Ci otwarte okno? To się przesiądź! Pomyśl, że ktoś to okno po coś otworzył! Przeszkadza Ci świeże powietrze, które wpada oknami w pociągu? Zamknij się w swoim domu, nie wychodź z niego i tam się kiś. Koniec, kropka.






















