Święta…
Za nami dopiero dwa dni świąt (policzyłem Wigilię), a ja już napiszę podsumowanie… Jest super. Poza jednym niefartem, cały ten czas uważam za wyjątkowy. Tak, jak zawsze święta były dla mnie okresem średnio wesołym czy udanym, tak tym razem chyba będę musiał opowiedzieć się po stronie obozu huraoptymistycznego. Przygotowania (choć tak naprawdę na mojej głowie było ich nie zbyt wiele) mnie męczyły, ale teraz widzę, że warto. Wspólna Wigilia była bardzo udana – trochę się tego obawiałem, ale jak widzę, zupełnie niepotrzebnie. Dziś leniuchowanie i jeżdżenie SKMkami – mało świąteczne zajęcie, ale moją mamę trzeba było odwieść – nie dała by sama rady z prezentem wrócić. Krecik dał z siebie wszystko – 300% normy, miesza się we mnie poczucie winy i podziw! Myślę, że fakt iż wszystko się tak fajnie udało, to w większości właśnie jej zasługa… mała, ale daje radę. Za chwilę idziemy jeszcze do Maćków spić kawkę – nie sądzę, aby świąteczna atmosfera miała nas opuścić ;) Mam nadzieję, że u Was jest podobnie…






















