Google latitude — niedoskonałości usługi
Google latitude — pozwalasz Google śledzić Cię na każdym kroku. Bardzo fajna usługa jeśli masz telefon, który to obsługuje (nie wiem czy modele inne niż działające pod kontrolą Androida mają to) i znajomych, którzy z tego korzystają. Poza tym masz taki fajny panel z podsumowaniem gdzie i ile czasu przebywasz i ile kilometrów udało Ci się pokonać (dla porównania jest taka skala z odległością do Księżyca). Taki bajer… Generalnie wykorzystuję to do sprawdzania, czy ktoś jest w domu i czy jest sens atakować go na Skype (ukryty status), żeby pogadać, czy jest np. w pracy.
Okazuje się jednak, że usługa działa dobrze tylko, gdy połączenie internetowe jest aktywne non-stop (lub przez większą część czasu). Ostatnio wprowadziłem w swoim telefonie pewne restrykcje i okazuje się, że usługa wariuje, a konkretnie pokazuje mnie w miejscach, w których od dawna nie przebywam… Zobacz na screeny i podpisy (adresem się dzielić nie chcę, stąd maskowanie):
Wg. powyższego screena byłem o 1:21:06 w Gdańsku, by po dwóch sekundach pojawić się w Wejherowie… Teleportacja!
No dobra, ale przecież być może nie miałem połączenia z siecią i mogła się wysłać stara lokalizacja, a ja dramatyzuję, bo przecież po chwili wskoczyła poprawna. Otóż nie! Smaczku sprawie dodaje fakt, że (muszę się publicznie przyznać, ale trudno) o północy byłem w Oliwie, w restauracji innej niż wszystkie — jak się ktoś uprze, to mogę udowodnić, obsługa potwierdzi, że byłem upierdliwym klientem (za co przepraszam) i kupowałem żywność na kartki. Z restauracji wychodziliśmy po północy, bo drzwi były już zamknięte i nas pani z obsługi wypuszczała. W domu byłem o 0:56 i praktycznie od razu wskoczyło WiFi, skąd zatem o 1:02 adres w Gdańsku?























