Nie wiem czego chcę…

Tak właśnie w dużym skrócie można by było opisać potrzeby wielu początkujących adeptów fotografii. Ostatnio jeden z nich zwrócił się do mnie z pytaniem, który z trzech obiektywów kupić sobie “na święta”, na liście znalazły się:

  • Tamron 10-24 mm f/3.5-4.5 Di II VC HLD
  • Nikkor AF-S 24-85 mm f/3.5-4.5 G ED VR
  • Nikkor AF-P DX 70-300mm f/4.5-6.3G ED VR
  • Nikkor AF-S DX 40 mm Micro f/2.8 G
  • Sigma 105mm f/2.8 EX DG OS HSM Macro

Tak, dobrze widzisz, jest tam też czwarty i piąty obiektyw, który wyskoczył jak przysłowiowy filip z konopi. Normalnie odpowiadam “nie wiem”, ale czego się nie robi dla przyjaciół. Wprawdzie święta minęły już dawno temu, ale może komuś się to jeszcze przyda. Co mamy? Kompletny brak pomysłu na cokolwiek… Z czego to wynika? Z niewiedzy. I żeby była jasność, ten wpis nie ma na celu wytykania niewiedzy jako czegoś złego, on ma na celu pomoc w postaci ukierunkowania, czy może raczej doprecyzowania naszych potrzeb. Rozłóżmy na szczegóły powyższe propozycje…

Producent obiektywu

Jak widać mamy do wyboru obiektyw Tamrona, Sigmy lub Nikona. Na rynku jest jeszcze Tokina, Canon, Leica, Zeiss, Pentax, Samyang i cała masa innych obiektywów. Różnica jest taka, że niektórzy producenci produkują obiektywy do swoich aparatów (Nikon, Canon) a inni obiektywy dedykowane do różnych aparatów (Sigma, Tamron) – nawiasem mówiąc Sigma ma też swoje aparaty, ze swoim bagnetem. Zdarzają się przypadki współpracy (mniej lub bardziej zamierzonej), gdzie zdarza się że aparat (np. Fuji, Kodak, Kiev) ma bagnet np. Nikona, więc obiektywy między tymi systemami będą wzajemnie (przynajmniej w pewnym stopniu) współpracowały (byłbym ostrożny z obiektywami od Kieva lub archaicznymi Nikkorami). No właśnie – bagnet, czyli ten zatrzask, który łączy obiektyw z aparatem oraz styki elektryczne przy bagnecie, to jest główna różnica w obiektywach “uniwersalnych” – trzeba zwyczajnie szukać obiektywów z bagnetem dedykowanym do naszego aparatu. Dla mnie to jest oczywiste, ale jak zaczynałem przygodę z lustrzankami, to długo się zastanawiałem jak to jest z tymi Sigmami i Tamronami. Istnieją jeszcze konwertery, które mocuje się między aparatem a “niezgodnym” obiektywem, ale trzeba uważać, ponieważ nie zawsze działają wszystkie funkcje obiektywu lub niemożliwe jest ustawianie ostrości “na nieskończoność” (tak jest w adapterach do obiektywów z gwintem M42 do Nikonów, trzeba szukać adaptera ze specjalną soczewką korygującą). Podsumowując: należy szukać obiektywu z mocowaniem naszego aparatu a jeśli dany obiektyw nie występuje w wersji z naszym bagnetem, można poszukać konwertera (sugeruję przeszukać fora internetowe, wiele osób eksperymentuje z różnymi adapterami).

PS. Kupiłem konwerter umożliwiający podłączenie obiektywów z bagnetem Nikon F do aparatu Nikon 1. Sprzedający wyraźnie mnie uprzedził, poza opisem przedmiotu, że jeśli nie posiadam obiektywu z pierścieniem przysłony, nie będę w stanie robić zdjęć innych niż na maksymalnie przymkniętym obiektywie. Poza tym ten konwerter nie wspiera AF i nie przenosi informacji o przysłonie, więc nie działa światłomierz w Nikonie 1. Tak się składa, że żadna z tych niedogodności nie jest dla mnie problemem, ale nieświadomy użytkownik byłby zawiedziony, dlatego trzeba uważać.

Nawiasem mówiąc, co za bzdura nazywać aparat Nikon 1, przecież na takie pytanie do wyszukiwarki dostaniemy masę śmieci zamiast informacji o konkretnym aparacie. To jest tak specjalnie nazwane?

Ogniskowa

Przyjrzyjmy się teraz ogniskowym wymienionych obiektywów – mamy tu: 10-24 mm, 24-85 mm, 70-300 mm, 40 mm i 105 mm. W zależności od tego czy dysponujemy aparatem z matrycą DX czy FX (będę się tu posługiwał nikonowskimi oznaczeniami, ale dla Canona byłoby to APS-C i pełna klatka, a mnożnik wynosiłby 1,6) mamy tu do czynienia z zakresem 15 – 450 mm + 60 mm i 157,5 mm (dla DX, czyli mnożnik 1,5) lub 10 – 300 mm + 40 mm i 105 mm dla pełnej klatki. W tym przypadku chodziło o aparat DX i trzeba o tym pamiętać, ponieważ wskazany Tamron 10 – 24 mm, Nikkor 70 – 300 mm i Nikkor 40 mm jest dedykowany dla aparatów z matrycą wielkości DX, czyli nie pokryje pełnej klatki tylko zostawi czarne tło dookoła! Nawiasem mówiąc, poprzednia wersja tego Tamrona pokrywa pełną klatkę już przy 13 – 14 mm (więcej o tym we wpisie o różnicach FX kontra DX). W tej chwili chyba już wyraźnie widać, że jest to ładny komplet obiektywów dla matryc DX i żaden z nich nie jest dla innego alternatywą, więc wybór jednego z nich zamiast innego może być podyktowany jedynie konkretnymi potrzebami, które przed zakupem trzeba określić.

Tamron 10 – 24 mm

Ten zakres ogniskowych świetnie nadaje się do szerokich krajobrazów, ciasnych miejskich przestrzeni i zdjęć kreatywnych. Posiadam poprzednią wersję tego obiektywu i tak jak pisałem powyżej – świetnie sprawdza się nawet na pełnej klatce dają naprawdę ekstremalnie szerokie pole widzenia a przy tym obraz nie jest obarczony dużą dystorsją (horyzont umieszczony bardzo nisko lub bardzo wysoko w kadrze nie wygina się). Moja wersja obiektywu miała dość wolny AF (ale przy tak szerokich kątach ma to znikome znaczenie) który dodatkowo nie działa w ogóle w trybie Live View w Nikonie D610 (myślę, że to kwestia AF w Nikonie).

Nikkor 24 – 85 mm

Jest to “zwykły obiektyw ze zwykłym zakresem ogniskowych”. Rzekłbym, że jest trochę jak Skoda Octavia – niby samochód, niby jeździ, ale prestiżu nie ma i w fotel nie wgniata, z drugiej strony jeździ jak trzeba, niewiele pali i da się nią przewieźć wersalkę i piec kaflowy (na raz). To taki obiektyw do niczego konkretnego, ale nadaje się do wszystkiego. Moim zdaniem świetny wybór jeśli chcesz zabrać ze sobą tylko jeden obiektyw, którym da się zrobić i portret, i krajobraz. Jest ostry, ma dużą skalę odwzorowania, dość blisko ostrzy, ma stabilizację obrazu. Wadą jest moim zdaniem pierścień zmiany ogniskowej, który z założonym odwrotnie tulipanem jest nieużywalny. Jakby pierścień ostrości był w tym miejscu, byłoby to mniej upierdliwe (większość korzysta z AF). W moich Tamronach wygląda to tak:

prawiejakfotograf.pl

Natomiast w Nikkorach tak (ciekawostką jest ta Sigma, której wartość niewiele przekracza wartość zaślepki do body, bo zoom w niej jest „w drugą stronę”):

prawiejakfotograf.pl

Nie mam więcej zmiennoogniskowych obiektywów Sigmy, więc nie wiem czy to reguła, po prostu używa się tego dziwnie, ale umieszczenie pierścienia ogniskowych bliżej bagnetu, tak żeby nie zasłaniał go założony odwrotnie tulipan, jest zdecydowanie wygodniejsze. Z tego co wiem, to Nikon czasami robi to dobrze (np. w Nikon AF-S Nikkor 70-200 mm f/2.8 G ED VR II) a potem w kolejnej generacji obiektywu zamienia miejscami pierścienie (Nikon AF-S Nikkor 70-200 mm f/2.8 E FL ED VR III). Może względy konstrukcyjne, ale…

Nikkor 70 – 300 mm

Samego obiektywu w rękach nie miałem, używałem kiedyś jednak Sigmy o takim samym zakresie wraz z lustrzanką DX. Taki obiektyw się nadaje na polowania na ptaszki czy kotki, nada się też do amatorskiego fotografowania sportu, ale mimo tego że ma redukcję drgań należy pamiętać, że przy świetle f/6.3 musi być naprawdę jasno, żeby zamrozić ruch (nie ma sensu fotografować samych rozmazanych ptaków, kotów czy sportowców). Redukcja drgań na pewno pomoże utrzymać nieporuszony kadr, jeśli dodatkowo obiekt będzie nieruchomy to świetnie. Z odrobiną samozaparcia takie szkło można wykorzystać też w fotografii portretowej czy studyjnej, ale… Na lato i wakacje będzie ok, natomiast głęboko bym się zastanowił nad używanym Tamronem 70 – 200 ze światłem 2.8 w podobnej cenie. Należy pamiętać, że różnica między 200 a 300 mm nie jest aż tak bardzo odczuwalna czy powalająca.

Nikkor 40 mm

Właściwie nie wiem po co jest ten obiektyw. Nikon w swojej ofercie ma kilka takich szkieł, które wydają mi się zbędne. Prawdopodobnie jeszcze do nich nie dojrzałem. Tu mamy do czynienia z obiektywem makro, ale przecież są inne obiektywy makro o całkiem podobnych parametrach… No dobrze, ale skoro już jesteśmy przy tym Nikkorze, to zajrzałem do broszurki i okazuje się, że ostrzy już od 16,3 cm i przy tej odległości zapewnia skalę odwzorowania 1:1. To jest jakiś sens. Przede wszystkim należy się wyjaśnienie, co to jest skala 1:1. Jeżeli będziemy fotografowali np. robaczka, który w rzeczywistości ma 2 cm długości, to taki robaczek odwzorowany będzie w skali 1:1 na matrycy aparatu (jeśli odpowiednio blisko podejdziemy i obiektyw będzie w stanie ustawić ostrość). Matryca w Nikonie D5000 ma wymiary 23,6 mm x 15,8 mm (w innych Nikonach DX jest podobnie). Skoro matryca ma 23,6 mm długości a nasz robak 20 mm, to będzie wypełniał kadr praktycznie od krawędzi do krawędzi. Czy to zapewni nam spektakularne efekty gdzie oko pszczoły wypełnia całe zdjęcie? No nie… i trzeba pamiętać, że jeżeli obiektyw jest oznaczony jako “makro” (Nikon nazywa to “micro”) to zapewnia skalę odwzorowania 1:1 ale nie musi nic więcej. To tak jak z whisky – trunek musi leżakować minimum trzy lata, ale wszyscy wiemy że dobra whisky leżakuje zdecydowanie dłużej. Poza tym przy tym obiektywie trzeba pamiętać, że dla klatki w formacie DX będzie miał on 60 mm, więc ani z niego portretówka ani do krajobrazów. Myślę że do macro lepiej byłoby kupić zwykły 50 mm 1.8 D lub G i komplet pierścieni pośrednich z przeniesieniem “wszystkich styków”, żeby mieć pomiar światła (ostrość i tak się będzie ustawiało ręcznie).

Sigma 105 mm

To mi wygląda na przyzwoity obiektyw portretowy. Nie jest to może 85 mm 1.4 ale i pewnie za inne pieniądze. Minimalna odległość ostrzenia to 31,2 mm i skala odwzorowania 1:1. Jeśli bym miał wybierać obiektyw do makro, zdecydowanie wziąłbym tą Sigmę zamiast wymienionego wcześniej Nikkora – poza makro nada się na portretówkę. Zaletą w tej Sigmie jest też ustawianie AF – można ręcznie zmieniać ostrość bez wyłączania AF (mam Sigmę 30 mm z tym samym sposobem ustawiania ostrości i to jest wygodne). Na pewno będzie cięższa niż w/w Nikkor, ale i tak brałbym.

Dodatkowe bajery

Poza wymienionymi rzeczami warto jeszcze rozszyfrować nazwy obiektywów, mianowicie:

Tamron 10-24 mm f/3.5-4.5 Di II VC HLD – ogniskowe 10 – 24, jasność 3.5 – 4.5, Di II – do matryc DX/APS-C (do pełnoklatkowych matryc byłoby Di), VC – stabilizacja obrazu, HLD – jakiś nowy silnik AF

Nikkor AF-S 24-85 mm f/3.5-4.5 G ED VR – autofocus „Silent Wave” Motor (silnik ultradźwiękowy), ogniskowe 24 – 85 mm, jasność 3.5 – 4.5, G – bez pierścienia przysłon, ED – szkło o niskiej dyspersji co ma zapobiegać aberracji chromatycznej, VR – stabilizacja obrazu

Nikkor AF-P DX 70-300mm f/4.5-6.3 G ED VR – autofocus z silnikiem krokowym (niby cichszy i szybszy), dedykowany dla klatek DX, ogniskowe 70 – 300 mm, jasność 4.5 – 6.3, G – bez pierścienia przysłon, ED – szkło o niskiej dyspersji co ma zapobiegać aberracji chromatycznej, VR – stabilizacja obrazu

Nikkor AF-S DX 40 mm Micro f/2.8 G  – autofocus „Silent Wave” Motor (silnik ultradźwiękowy), dedykowany dla klatek DX, 40 mm, do makrofotografii, światło 2.8, G – bez pierścienia przysłon

Sigma 105 mm f/2.8 EX DG OS HSM Macro – 105 mm, światło 2.8, EX – Sigma z wyższej półki, ze złotym paskiem (serio), DG – do lustrzanek pełnoklatkowych (DC jest do lustrzanek APS-C), OS – stabilizacja obrazu, HSM – silnik ultradźwiękowy, Macro – do makro

Na zakończenie

Warto zwrócić uwagę na to, że Nikon nie oznacza w żaden szczególny sposób obiektywów dedykowanych do aparatów pełnoklatkowych, z tego względu sugerowałbym aby przy zakupie obiektywów z drugiej ręki upewnić się, czy aby ktoś np. w opisie aukcji nie zapomniał umieścić “DX” w nazwie obiektywu, żebyśmy nie kupili do pełnej klatki szkła dedykowanego do klatki DX. W drugą stronę, to nie problem – jeśli mamy lustrzankę DX, to nie ma się czym przejmować (chociaż warto wybierać obiektywy, które będą przydatne po ewentualnej przesiadce na pełną klatkę).

Dodatkowo chciałbym uspokoić wszystkich, którzy się wahają przed zakupem Nikkorów – to nie jest żadna chińska marka jak kiedyś sprzedawane na rynkach magnetofony SQNY czy PANASANYO ;) Zarówno aparaty Nikon jak i obiektywy Nikkor produkowane są przez tą samą firmę Nippon Kōgaku Kōgyō Kabushikigaisha (pierwsza zasada internetów – nigdy nie staraj się zrozumieć Japońców). Tak naprawdę to spółka, która obecnie nazywa się Nikon Corporation.

A zatem, co wybrać?

Jakie zdjęcia chcesz robić na początek? Wybierz taki obiektyw, który Ci to umożliwi.

Pasek Peak Design SLIDE

prawiejakfotograf.pl

Do tego wpisu zabierałem się pół roku. Dosłownie… bo mniej więcej pół roku temu stałem się posiadaczem paska PeakDesign. W związku z tym, że przez te pół roku minęło między innymi na fotografowaniu, to jestem w stanie o tym produkcie powiedzieć coś więcej niż „fajny”. Pasek ma swoje wady i zalety, na szczęście zalet jest więcej, mianowicie…

Pasek jest „szybkoodczepialny”. To jest naprawdę świetna rzecz, jeśli często potrzebujesz mieć swobodny aparat, np. na statywie lub na fly-camie (czy innym stabilizatorze) a jednocześnie chcesz móc w każdej chwili ten aparat wziąć i zacząć robić zdjęcia z ręki. Ostatnio dość intensywnie wykonywałem zdjęcia panoramiczne, przy czym pasek dyndający z aparatu zwyczajnie przeszkadzał (panoramy sferyczne, więc wykonując zdjęcie nadiru miałbym pasek w kadrze centralnie – upinanie paska za aparatem się nie sprawdzało, trzeba było żmudnie odczepiać pasek – z paskiem Peak Design nie ma tego problemu).

prawiejakfotograf.pl

Pasek jest wygodny. Jest szeroki, masywny, czuć że da radę. Poza tym można przewiesić pasek przez ramię i naprawdę czuć różnicę na kręgosłupie, jeśli się chodzi z paskiem przewieszonym przez tułów po skosie a powieszonym zwyczajnie na szyi. Zwykłe paski są za krótkie by sobie tak aparat przewiesić, a tu wystarczy pasek wydłużyć i gotowe. Płynnie zatem przejdę do regulacji – to jest świetne. Używa się tego właśnie w sytuacji zmiany sposobu noszenia aparatu, poza tym można sobie wybrać czy aparat leży na czy wisi pod bębnem ;)

Kolejny plus to standardowe wyposażenie. W komplecie sią cztery kotwice i płytka montowana na gwint statywowy. Można jedną z kotwic przewlec przez oczko w tej płytce i mieć w aparacie trzy punkty zaczepu aby zmieniać płynnie sposób zawieszenia. Ja używam często mocowania do statywu i aktualnie mam dwie kotwice po lewej stronie a jedną po prawej – czasami zaczepiam pasek na obie z lewej strony, dzięki czemu przy pionowych zdjęciach, gdzie prawą stronę aparatu mam u góry, nie majta mi się pasek przed wizjerem.

Pasek daje radę utrzymać duże body, z gripem i ciężkim obiektywem – obawiałem się, czy aby nie będzie on sam zjeżdżał na tych klamrach, ale okazuje się, że nie. Co więcej ciężki aparat nawet dobrze „wspiera” regulowanie długości paska, bo po otwarciu blokad wystarczy lekki ruch by pasek wyciągnąć i równie lekki, żeby go skrócić. Praktycznie jak w reklamie ;)

Niestety nie ma róży bez kolców… Pasek jest sztywny, ciężko upakować w futerale, zwłaszcza w takim „na jeden aparat”. Futerał, który do tej pory miałem na takie wypady z jednym obiektywem stał się bezużyteczny, bo paska się w środku już nie upchnie, więc musi dyndać na zewnątrz (nietrudno nim wówczas o coś zaczepić) lub pasek trzeba odpinać i chować do innej kieszeni. Problemu nie ma gdy mamy torbę o szerokości ok 40 cm, bo tyle ma ta pogrubiona część paska – wówczas można to ładnie w torbie ułożyć.

prawiejakfotograf.pl

Kotwice przy odpiętym pasku dyndają i w brew pozorom nie są to małe, niezauważalne krążki z logo producenta. No ale coś za coś… Natomiast zapięty pasek na aparacie to wielkie klamry w miejscu, gdzie przedtem mieliśmy nie najmniejsze krążki z logo producenta… Owszem, rozumiem że tak działa ten mechanizm zapinania i odpinania paska, ale narzekam na to. Zwłaszcza przy wykonywaniu zdjęć pionowo, gdzie jak pisałem przepinam się obiema klamrami „na lewe ucho” aparatu, żeby trzymając aparat pionowo w ogóle widzieć coś w wizjerze i nie poobijać sobie oczu.

Pasek ma dodatkowo takie przypadłości jak ślady po zagięciu w najgrubszej, usztywnionej części (myślę, że dla perfekcjonistów to będzie piekło). Z tego względu też upychanie go w ciasne futerały to nie najlepszy pomysł. Oczywiście to jak z samochodem – pierwsza rysa boli najbardziej, a potem to już tylko statystyki… ;)

prawiejakfotograf.pl

Trzeba się też pilnować, żeby nie zapomnieć paska przypiąć do aparatu – jeśli robimy jakieś zdjęcia i odepniemy aparat na chwilę a pasek zostawimy na szyi, to gwarantuję – zapomnimy się i w końcu puścimy niezapięty aparat – byłem bliski temu nieszczęściu… To rozwiązanie jest bardzo wygodne, ale jednak usypia czujność.

No i ostania rzecz, która mnie wkurza niemiłosiernie… W reklamach tak pięknie pokazywani są fotografowie, którzy robią zdjęcie, przewieszają aparat przez ramię, patrzą jeszcze chwilę ku obiektowi swojego zainteresowania i z podniesioną głową idą dalej, zdobywać nowe kadry. To czego nie widać na tych promocyjnych filmikach, to… zgubione muszle oczne. Od czasu jak używam tego paska, zgubiłem chyba ze cztery muszle (a wcześniej żadnej, nigdy). Po prostu ten ruch przewieszania aparatu na biodro powoduje zsunięcie muszli (albo w trakcie chodzenia się to dzieje). Oczywiście taka muszla oczna to nie majątek (a można żyć też i bez), ale od czasu jak używam tego paska czuję się, jakbym jakiś nowy abonament płacił. Niedługo w „moim” sklepie obsługa będzie mnie widać słowami „to co zwykle?” mając na myśli trzy muszle i pilota (bo piloty też gdzieś gubię).

Podsumowując – produkt jest ciekawy, innowacyjny, wygodny, niektóre jego plusy mają swoją cenę, ale jest ona do zaakceptowania (duże klamry). Są też minusy, niektóre dość upierdliwe. Napisałem, że zalet jest więcej… jakby je podliczyć, to chyba jest ich mniej ale są one dla mnie ważniejsze niż wady tego produktu. Czy gdybym wiedział to co wiem, chciałbym ponownie taki pasek?

Tak.

Marzec

W marcu pojechaliśmy zobaczyć na własne oczy, gdzie kręcono nowy polski serial „Kruk. Szepty słychać po zmroku.” – zwiedzaliśmy Podlasie. Ostatnio odwiedzaliśmy Bieszczady ze względu na „Watachę” i powiem Wam, że takie seriale się inaczej ogląda jak co chwilę myślisz sobie „byłem tam”. I tak w pierwszym odcinku „Kruka” pada jakiś adres – sprawdzam na mapie – przejeżdżaliśmy tą ulicą, w drugim pojawia się jeden z budynków jaki możecie zobaczyć poniżej… Zwiedzaliśmy Białystok (np. Białostockie murale), Trześciankę, Soce i Puchły (Kraina otwartych okiennic), Ploski (nie nie, kierownicę ogryzioną miałem już wcześniej), Białowieżę i Bielsk Podlaski. W domu też byliśmy chwilę, kot ma się dobrze ;)

Czarny piątek

Dawno mnie nie było na żadnej manifestacji z aparatem, ale jak tylko dowiedziałem się, że w Gdyni protest przeciwko zaostrzeniu prawa do aborcji będzie szedł równolegle z drogą krzyżową, podjąłem decyzję, że lecę szukać taniej sensacji. W prawdzie organizatorzy przemarszu upominali, żeby w przypadku spotkania zachować spokój i przejść w milczeniu obok, nie zakłócając nabożeństwa, ale wiadomo jak jest – komuś by nerwy na pewno puściły. W sumie, może to i lepiej, że się te dwie grupy nie spotkały.

Z technicznego punktu widzenia popełniłem szereg błędów, począwszy od doboru aparatu (zabrałem kompakcik zamiast lustrzanki), techniki fotografowania (powinienem tam latać i skakać, włazić na „scenę”, podchodzić do ludzi z transparentami i takie tam), skończywszy na zbyt lekkim ubiorze (jednak po zachodzie słońca temperatura odczuwalnie spada).

Fotografowanie Nikonem 1 V1 z kitowym obiektywem to jednak trochę samobój. Czasy rzędu 1/30 – 1/15 s (zwłaszcza, gdy chciałem nieco przybliżyć obraz i przysłona leciała na 5,6) zaowocowały dość wysokim ISO. Może nie tak wysokim, żeby od razu poddawać się z obróbką w kolorze (te zdjęcia są czarno-białe bo po porostu tak chcę), ale jednak powyżej ISO 1600 i przy tak długich czasach naświetlania szum jest. Poza tym w tym Nikonie wszystkie ustawienia są pochowane w menu na tyle głęboko, że zanim coś znajdę, to „chwila mija” – z tego względu ustawiony mam jakiś tryb „inteligentny”, który obniża trochę ISO wydłużając czas naświetlania, bo przecież jest stabilizacja obrazu. No tak, tylko wówczas mam rozmazanych ludzi w ruchu (akurat tutaj to pasuje). Reasumując, chyba tym razem tylko trzymałem aparat i wciskałem spust, nie zastanawiając się nawet za bardzo nad kadrowaniem…

Dodam tylko, że było bardzo spokojnie i nie była to manifestacja jakichś dewiacji, skrajnego feminizmu czy głupoty.

Luty

W lutym była zima, w końcu. Poza tym mam nowy obiektyw, co mnie cieszy, ale martwi mnie to, że nie miałem czasu go użyć… Wyjątkiem jest jedno, ostatnie zdjęcie…

Do zobaczenia w marcu!