Sens dźwigania

Na pewno nie raz słyszeliście, że podróże inspirują. Wiadomo, że zmiana otoczenia, nawyków, znajomych – wszystko to pobudza nas mimowolnie do jakiegoś myślenia. Czasami mamy do czynienia z jakimś myśleniem twórczym, czasami z myśleniem co zrobić, by było łatwiej… Nasza czerwcowa podróż skłoniła mnie do zastanowienia się nad sensem dźwigania.

Od razu uprzedzam, że zdjęcia w tym wpisie wykonane są paletką do ping ponga, więc nie należy się spodziewać za dużo. Mój zestaw podróżny wyglądał jak na obrazku poniżej i żebyście mieli skalę odniesienia, ta większa walizka idealnie wchodzi w wymiary kabinówki, czyli ma 20 x 40 x 55 cm.

prawiejakfotograf.pl

Kiedy lecisz samolotem (kiedy ja lecę tanimi liniami lotniczymi) ilość bagażu jest ograniczona. Mój standardowy rejs odbywa się Ryanairem (tym razem leciałem jakimś nowszym Boeingiem 737 – ledowe oświetlenie itp., ale co istotne miał „chudsze” oparcia siedzeń i całkiem sporo miejsca na nogi), w którym zasady dotyczące bagażu ciągle zmieniają się tak, żeby pasażer wydał jakieś ekstra pieniądze poza samym przelotem. Z punktu widzenia fotografa mało istotna jest rezerwacja konkretnego miejsca (by siedzieć obok kogoś z kim lecimy), istotna jest za to możliwość zabrania aparatu na pokład samolotu (nie wyobrażam sobie oddania aparatu do “bagażnika” samolotu, poza tym linie lotnicze nie zezwalają (lub nie zalecają) na przewóz „litowych” akumulatorów luzem w bagażu idącym do luku). Obecnie na pokład samolotu możesz zabrać małą torbę (20 x 20 x 35 cm) i jeśli wykupisz pierwszeństwo wejścia pozwolą Ci zabrać jeszcze podręczną walizkę – jeśli nie wykupisz, walizka idzie do bagażnika (no, chyba że mało osób wykupiło pierwszeństwo wejścia), więc wsadzenie do niej aparatu to nienajlepszy pomysł. Dla mnie ważniejsze było to, by siedzieć w samolocie z osobami, z którymi podróżuję, więc odpuściłem sobie pierwszeństwo wejścia a wykupiłem miejsca (oczywiście mogłem dopłacić do kolejnej rzeczy, ale… bez przesady). Jakoś tam się przecież spakuję w tą małą torebkę. Tak, mam taką torebkę, FÖRENKLA – Ikea, darujcie sobie te komentarze ;)

prawiejakfotograf.pl

Nawiasem mówiąc, lubię być do samolotu spakowany w sposób… nie wiem jak to określić – skondensowany. Jedna walizka, jedna torba, wiadomo że trzeba pasek ze spodni wyciągnąć, laptopa i telefon wyciągnąć… zwyczajnie nie lubię mieć za dużo rzeczy do ogarniania, dlatego przynajmniej podręczna torebka zapewnia mi miejsce na paszport, portfel itp. rzeczy.

Co było w mojej torbie…

Zabrałem ze sobą portfel, paszport, bilety, bilet na parking, klucze, słuchawki, laptopa i ładowarkę, rysik, kabel do telefonu i przejściówkę, pióro (och, jaki jestem hipsterski, piszę piórem, padajcie przede mną narody – a znajomi i tak wiedzą, że jak przychodzi do pisania, to muszę je pół godziny rozpisywać), długopis, światełko, mini apteczkę, leki, okulary do czytania, złotówkę (nie wiem skąd i po co ta złotówka, po prostu okazało się, że tam jest) i “aparaty”.

Tu miało być piękne zdjęcie zawartości torby (lubię takie zdjęcia) ale ani nie umiałem tego użłożyć, ani nie miałem jak tego oświetlić no i nie miałem czym zrobić zdjęcia… no więc jest co jest ;)

prawiejakfotograf.pl

No właśnie, aparaty… Zabrałem ze sobą Nikona D610, zatem musiałem też zabrać jakieś obiektywy. Najchętniej zabrałbym wszystkie i gripa do tego, ale przecież mam się spakować do torebki 20 x 20 x 35. Wybieram zatem standardowego Nikkora 24 – 85 mm, do tego szerokokątnego Tamrona 10 – 24 i coś na dalsze plany, czyli Tamrona 55 – 200. Dobra, użyteczny zakres 14 – 200 mm (ten Tamron 10 – 24 jest do matryc DX, ale w większości zakresu pokrywa pełną klatkę). Do tego dodatkowa bateria i pilot. Oczywiście miejsce w torebce mam tak ograniczone, że body musiało leżeć na płasko bez obiektywu. Całość ważyła ponad 5 kg (dużo jak na “torebkę”, ale dam radę). Rozejrzałem się po pokoju i w oczy rzucił mi się jeszcze noszony codziennie Nikon V1. Hmmm… W standardowym wyposażeniu jest obiektyw 10 – 30 mm (ekwiwalent 27 – 81 mm), czyli nie mam ultraszerokiego kąta i nie mam dużego teleobiektywu, ale mam pokrycie większości standardowego zakresu z Nikkora 24 – 85. Nawet przez chwilę miałem pomysł, żeby wziąć tylko tego Nikona V1, ostatecznie wziąłem go jako dodatkowy aparat, bo przecież przy prawie sześciu kilogramach bagażu na ramieniu niewiele on już zmieni.

prawiejakfotograf.pl

W podróży byłem sześć dni. Pięć z nich spędziłem na fotografowaniu telefonem, w porywach Nikonem V1. Nikogo nie zaskoczę, jeśli powiem, że ta konstrukcja sprzed kilku lat w zupełności wystarcza do zdjęć z wakacji. Oczywiście wielu zdjęć nim nie zrobię, tj. portretów z piękną głębią ostrości czy panoram 360 (chociaż tu bym nie był taki pewien), ale wystarczy mi on w 90% w podróży a brakujące 10% chyba jestem w stanie zaakceptować. Ograniczenie ogniskowych to też nie jest aż taki problem, bo jest do niego obiektyw szerokokątny, jest też teleobiektyw, a jeśli ktoś nie chce się bawić w żonglowanie obiektywami, może kupić obiektyw 10 – 100 mm i żyć jakoś bez ultraszerokokątnych ujęć. Ale teraz najlepsze… Dźwigałem cały dzień Nikona D610 i trzy obiektywy, a używałem i tak tylko jednego – Tamrona 55 – 200. Napewno nie bez znaczenia była moja torebunia, która nie daje takiej swobody jak torba fotograficzna, co w połączeniu z moim lenistwem i tempem zwiedzania dało zdjęcia tylko jednym obiektywem.

Wniosek z moich doświadczeń jest dla mnie taki – do zdjęć z wakacji wystarczy mi mały bezlusterkowiec. To nie jest ambitna fotografia wymagająca najwyższej jakości, można spokojnie pójść na kompromis, w zamian za 1,5 kg lżejszą torbę.

Nikon D610 850 g* Nikon 1 V1 383 g*
Tamron 10 – 24 408 g
Nikkor 24 – 85 465 g Nikkor 10 – 30 (ekwiwalent 27 – 81) 115 g
Tamron 55 – 200 300 g
Razem 2023 g 498 g

*) wg specyfikacji, z akumulatorem i kartą pamięci, ale bez pokrywki bagnetu korpusu

Porównując masy bez dodatkowych obiektywów (załóżmy, że wziąłbym pod uwagę tylko standardowego Nikkora 24-85) różnica wynosi 817 gramów. Jedyny minus tego rozwiązania w obecnej chwili, to brak teleobiektywu, ale spokojnie, nie wszystko na raz… ;) Są za to plusy – Nikon V1 i Nikon D610 mają taką samą baterię.

PS. Zdjęcia z wycieczki pojawią się za kilka dni pod tagiem #anglia2018.

Czerwiec

prawiejakfotograf.pl

Czerwiec to był miesiąc z jedną sesją i wakacjami. Tak właśnie przy użyciu ręki sprawdzam sobie światło błyskowe. A wakacje tradycyjnie na wyspach, z tego wydarzenia chyba będzie osobny wpis.

Maj

prawiejakfotograf.pl

Comiesięczne publikacje miały mnie zmobilizować do systematycznego obrabiania zdjęć… Tak, maj… ;) Były minisesje z Olą, kot, fajny budynek, Kołobrzeg i szwagry, Łeba, skansen w Klukach i widok z latarni Stilo.

Kwiecień

Kwiecień był miesiącem, w którym nic się nie działo. Byliśmy nad morzem (Czarna Woda, przy ujściu) pobawić się w błyskanie lampami, byłem też w Sopocie, gdzie ludzie ulegali  niesamowitym transformacjom, byłem w Gdańsku, gdzie postawiono pomnik ku pamięci niedziel handlowych i na końcu byliśmy w Gdyni…

Nie wiem czego chcę…

Tak właśnie w dużym skrócie można by było opisać potrzeby wielu początkujących adeptów fotografii. Ostatnio jeden z nich zwrócił się do mnie z pytaniem, który z trzech obiektywów kupić sobie “na święta”, na liście znalazły się:

  • Tamron 10-24 mm f/3.5-4.5 Di II VC HLD
  • Nikkor AF-S 24-85 mm f/3.5-4.5 G ED VR
  • Nikkor AF-P DX 70-300mm f/4.5-6.3G ED VR
  • Nikkor AF-S DX 40 mm Micro f/2.8 G
  • Sigma 105mm f/2.8 EX DG OS HSM Macro

Tak, dobrze widzisz, jest tam też czwarty i piąty obiektyw, który wyskoczył jak przysłowiowy filip z konopi. Normalnie odpowiadam “nie wiem”, ale czego się nie robi dla przyjaciół. Wprawdzie święta minęły już dawno temu, ale może komuś się to jeszcze przyda. Co mamy? Kompletny brak pomysłu na cokolwiek… Z czego to wynika? Z niewiedzy. I żeby była jasność, ten wpis nie ma na celu wytykania niewiedzy jako czegoś złego, on ma na celu pomoc w postaci ukierunkowania, czy może raczej doprecyzowania naszych potrzeb. Rozłóżmy na szczegóły powyższe propozycje…

Producent obiektywu

Jak widać mamy do wyboru obiektyw Tamrona, Sigmy lub Nikona. Na rynku jest jeszcze Tokina, Canon, Leica, Zeiss, Pentax, Samyang i cała masa innych obiektywów. Różnica jest taka, że niektórzy producenci produkują obiektywy do swoich aparatów (Nikon, Canon) a inni obiektywy dedykowane do różnych aparatów (Sigma, Tamron) – nawiasem mówiąc Sigma ma też swoje aparaty, ze swoim bagnetem. Zdarzają się przypadki współpracy (mniej lub bardziej zamierzonej), gdzie zdarza się że aparat (np. Fuji, Kodak, Kiev) ma bagnet np. Nikona, więc obiektywy między tymi systemami będą wzajemnie (przynajmniej w pewnym stopniu) współpracowały (byłbym ostrożny z obiektywami od Kieva lub archaicznymi Nikkorami). No właśnie – bagnet, czyli ten zatrzask, który łączy obiektyw z aparatem oraz styki elektryczne przy bagnecie, to jest główna różnica w obiektywach “uniwersalnych” – trzeba zwyczajnie szukać obiektywów z bagnetem dedykowanym do naszego aparatu. Dla mnie to jest oczywiste, ale jak zaczynałem przygodę z lustrzankami, to długo się zastanawiałem jak to jest z tymi Sigmami i Tamronami. Istnieją jeszcze konwertery, które mocuje się między aparatem a “niezgodnym” obiektywem, ale trzeba uważać, ponieważ nie zawsze działają wszystkie funkcje obiektywu lub niemożliwe jest ustawianie ostrości “na nieskończoność” (tak jest w adapterach do obiektywów z gwintem M42 do Nikonów, trzeba szukać adaptera ze specjalną soczewką korygującą). Podsumowując: należy szukać obiektywu z mocowaniem naszego aparatu a jeśli dany obiektyw nie występuje w wersji z naszym bagnetem, można poszukać konwertera (sugeruję przeszukać fora internetowe, wiele osób eksperymentuje z różnymi adapterami).

PS. Kupiłem konwerter umożliwiający podłączenie obiektywów z bagnetem Nikon F do aparatu Nikon 1. Sprzedający wyraźnie mnie uprzedził, poza opisem przedmiotu, że jeśli nie posiadam obiektywu z pierścieniem przysłony, nie będę w stanie robić zdjęć innych niż na maksymalnie przymkniętym obiektywie. Poza tym ten konwerter nie wspiera AF i nie przenosi informacji o przysłonie, więc nie działa światłomierz w Nikonie 1. Tak się składa, że żadna z tych niedogodności nie jest dla mnie problemem, ale nieświadomy użytkownik byłby zawiedziony, dlatego trzeba uważać.

Nawiasem mówiąc, co za bzdura nazywać aparat Nikon 1, przecież na takie pytanie do wyszukiwarki dostaniemy masę śmieci zamiast informacji o konkretnym aparacie. To jest tak specjalnie nazwane?

Ogniskowa

Przyjrzyjmy się teraz ogniskowym wymienionych obiektywów – mamy tu: 10-24 mm, 24-85 mm, 70-300 mm, 40 mm i 105 mm. W zależności od tego czy dysponujemy aparatem z matrycą DX czy FX (będę się tu posługiwał nikonowskimi oznaczeniami, ale dla Canona byłoby to APS-C i pełna klatka, a mnożnik wynosiłby 1,6) mamy tu do czynienia z zakresem 15 – 450 mm + 60 mm i 157,5 mm (dla DX, czyli mnożnik 1,5) lub 10 – 300 mm + 40 mm i 105 mm dla pełnej klatki. W tym przypadku chodziło o aparat DX i trzeba o tym pamiętać, ponieważ wskazany Tamron 10 – 24 mm, Nikkor 70 – 300 mm i Nikkor 40 mm jest dedykowany dla aparatów z matrycą wielkości DX, czyli nie pokryje pełnej klatki tylko zostawi czarne tło dookoła! Nawiasem mówiąc, poprzednia wersja tego Tamrona pokrywa pełną klatkę już przy 13 – 14 mm (więcej o tym we wpisie o różnicach FX kontra DX). W tej chwili chyba już wyraźnie widać, że jest to ładny komplet obiektywów dla matryc DX i żaden z nich nie jest dla innego alternatywą, więc wybór jednego z nich zamiast innego może być podyktowany jedynie konkretnymi potrzebami, które przed zakupem trzeba określić.

Tamron 10 – 24 mm

Ten zakres ogniskowych świetnie nadaje się do szerokich krajobrazów, ciasnych miejskich przestrzeni i zdjęć kreatywnych. Posiadam poprzednią wersję tego obiektywu i tak jak pisałem powyżej – świetnie sprawdza się nawet na pełnej klatce dają naprawdę ekstremalnie szerokie pole widzenia a przy tym obraz nie jest obarczony dużą dystorsją (horyzont umieszczony bardzo nisko lub bardzo wysoko w kadrze nie wygina się). Moja wersja obiektywu miała dość wolny AF (ale przy tak szerokich kątach ma to znikome znaczenie) który dodatkowo nie działa w ogóle w trybie Live View w Nikonie D610 (myślę, że to kwestia AF w Nikonie).

Nikkor 24 – 85 mm

Jest to “zwykły obiektyw ze zwykłym zakresem ogniskowych”. Rzekłbym, że jest trochę jak Skoda Octavia – niby samochód, niby jeździ, ale prestiżu nie ma i w fotel nie wgniata, z drugiej strony jeździ jak trzeba, niewiele pali i da się nią przewieźć wersalkę i piec kaflowy (na raz). To taki obiektyw do niczego konkretnego, ale nadaje się do wszystkiego. Moim zdaniem świetny wybór jeśli chcesz zabrać ze sobą tylko jeden obiektyw, którym da się zrobić i portret, i krajobraz. Jest ostry, ma dużą skalę odwzorowania, dość blisko ostrzy, ma stabilizację obrazu. Wadą jest moim zdaniem pierścień zmiany ogniskowej, który z założonym odwrotnie tulipanem jest nieużywalny. Jakby pierścień ostrości był w tym miejscu, byłoby to mniej upierdliwe (większość korzysta z AF). W moich Tamronach wygląda to tak:

prawiejakfotograf.pl

Natomiast w Nikkorach tak (ciekawostką jest ta Sigma, której wartość niewiele przekracza wartość zaślepki do body, bo zoom w niej jest „w drugą stronę”):

prawiejakfotograf.pl

Nie mam więcej zmiennoogniskowych obiektywów Sigmy, więc nie wiem czy to reguła, po prostu używa się tego dziwnie, ale umieszczenie pierścienia ogniskowych bliżej bagnetu, tak żeby nie zasłaniał go założony odwrotnie tulipan, jest zdecydowanie wygodniejsze. Z tego co wiem, to Nikon czasami robi to dobrze (np. w Nikon AF-S Nikkor 70-200 mm f/2.8 G ED VR II) a potem w kolejnej generacji obiektywu zamienia miejscami pierścienie (Nikon AF-S Nikkor 70-200 mm f/2.8 E FL ED VR III). Może względy konstrukcyjne, ale…

Nikkor 70 – 300 mm

Samego obiektywu w rękach nie miałem, używałem kiedyś jednak Sigmy o takim samym zakresie wraz z lustrzanką DX. Taki obiektyw się nadaje na polowania na ptaszki czy kotki, nada się też do amatorskiego fotografowania sportu, ale mimo tego że ma redukcję drgań należy pamiętać, że przy świetle f/6.3 musi być naprawdę jasno, żeby zamrozić ruch (nie ma sensu fotografować samych rozmazanych ptaków, kotów czy sportowców). Redukcja drgań na pewno pomoże utrzymać nieporuszony kadr, jeśli dodatkowo obiekt będzie nieruchomy to świetnie. Z odrobiną samozaparcia takie szkło można wykorzystać też w fotografii portretowej czy studyjnej, ale… Na lato i wakacje będzie ok, natomiast głęboko bym się zastanowił nad używanym Tamronem 70 – 200 ze światłem 2.8 w podobnej cenie. Należy pamiętać, że różnica między 200 a 300 mm nie jest aż tak bardzo odczuwalna czy powalająca.

Nikkor 40 mm

Właściwie nie wiem po co jest ten obiektyw. Nikon w swojej ofercie ma kilka takich szkieł, które wydają mi się zbędne. Prawdopodobnie jeszcze do nich nie dojrzałem. Tu mamy do czynienia z obiektywem makro, ale przecież są inne obiektywy makro o całkiem podobnych parametrach… No dobrze, ale skoro już jesteśmy przy tym Nikkorze, to zajrzałem do broszurki i okazuje się, że ostrzy już od 16,3 cm i przy tej odległości zapewnia skalę odwzorowania 1:1. To jest jakiś sens. Przede wszystkim należy się wyjaśnienie, co to jest skala 1:1. Jeżeli będziemy fotografowali np. robaczka, który w rzeczywistości ma 2 cm długości, to taki robaczek odwzorowany będzie w skali 1:1 na matrycy aparatu (jeśli odpowiednio blisko podejdziemy i obiektyw będzie w stanie ustawić ostrość). Matryca w Nikonie D5000 ma wymiary 23,6 mm x 15,8 mm (w innych Nikonach DX jest podobnie). Skoro matryca ma 23,6 mm długości a nasz robak 20 mm, to będzie wypełniał kadr praktycznie od krawędzi do krawędzi. Czy to zapewni nam spektakularne efekty gdzie oko pszczoły wypełnia całe zdjęcie? No nie… i trzeba pamiętać, że jeżeli obiektyw jest oznaczony jako “makro” (Nikon nazywa to “micro”) to zapewnia skalę odwzorowania 1:1 ale nie musi nic więcej. To tak jak z whisky – trunek musi leżakować minimum trzy lata, ale wszyscy wiemy że dobra whisky leżakuje zdecydowanie dłużej. Poza tym przy tym obiektywie trzeba pamiętać, że dla klatki w formacie DX będzie miał on 60 mm, więc ani z niego portretówka ani do krajobrazów. Myślę że do macro lepiej byłoby kupić zwykły 50 mm 1.8 D lub G i komplet pierścieni pośrednich z przeniesieniem “wszystkich styków”, żeby mieć pomiar światła (ostrość i tak się będzie ustawiało ręcznie).

Sigma 105 mm

To mi wygląda na przyzwoity obiektyw portretowy. Nie jest to może 85 mm 1.4 ale i pewnie za inne pieniądze. Minimalna odległość ostrzenia to 31,2 mm i skala odwzorowania 1:1. Jeśli bym miał wybierać obiektyw do makro, zdecydowanie wziąłbym tą Sigmę zamiast wymienionego wcześniej Nikkora – poza makro nada się na portretówkę. Zaletą w tej Sigmie jest też ustawianie AF – można ręcznie zmieniać ostrość bez wyłączania AF (mam Sigmę 30 mm z tym samym sposobem ustawiania ostrości i to jest wygodne). Na pewno będzie cięższa niż w/w Nikkor, ale i tak brałbym.

Dodatkowe bajery

Poza wymienionymi rzeczami warto jeszcze rozszyfrować nazwy obiektywów, mianowicie:

Tamron 10-24 mm f/3.5-4.5 Di II VC HLD – ogniskowe 10 – 24, jasność 3.5 – 4.5, Di II – do matryc DX/APS-C (do pełnoklatkowych matryc byłoby Di), VC – stabilizacja obrazu, HLD – jakiś nowy silnik AF

Nikkor AF-S 24-85 mm f/3.5-4.5 G ED VR – autofocus „Silent Wave” Motor (silnik ultradźwiękowy), ogniskowe 24 – 85 mm, jasność 3.5 – 4.5, G – bez pierścienia przysłon, ED – szkło o niskiej dyspersji co ma zapobiegać aberracji chromatycznej, VR – stabilizacja obrazu

Nikkor AF-P DX 70-300mm f/4.5-6.3 G ED VR – autofocus z silnikiem krokowym (niby cichszy i szybszy), dedykowany dla klatek DX, ogniskowe 70 – 300 mm, jasność 4.5 – 6.3, G – bez pierścienia przysłon, ED – szkło o niskiej dyspersji co ma zapobiegać aberracji chromatycznej, VR – stabilizacja obrazu

Nikkor AF-S DX 40 mm Micro f/2.8 G  – autofocus „Silent Wave” Motor (silnik ultradźwiękowy), dedykowany dla klatek DX, 40 mm, do makrofotografii, światło 2.8, G – bez pierścienia przysłon

Sigma 105 mm f/2.8 EX DG OS HSM Macro – 105 mm, światło 2.8, EX – Sigma z wyższej półki, ze złotym paskiem (serio), DG – do lustrzanek pełnoklatkowych (DC jest do lustrzanek APS-C), OS – stabilizacja obrazu, HSM – silnik ultradźwiękowy, Macro – do makro

Na zakończenie

Warto zwrócić uwagę na to, że Nikon nie oznacza w żaden szczególny sposób obiektywów dedykowanych do aparatów pełnoklatkowych, z tego względu sugerowałbym aby przy zakupie obiektywów z drugiej ręki upewnić się, czy aby ktoś np. w opisie aukcji nie zapomniał umieścić “DX” w nazwie obiektywu, żebyśmy nie kupili do pełnej klatki szkła dedykowanego do klatki DX. W drugą stronę, to nie problem – jeśli mamy lustrzankę DX, to nie ma się czym przejmować (chociaż warto wybierać obiektywy, które będą przydatne po ewentualnej przesiadce na pełną klatkę).

Dodatkowo chciałbym uspokoić wszystkich, którzy się wahają przed zakupem Nikkorów – to nie jest żadna chińska marka jak kiedyś sprzedawane na rynkach magnetofony SQNY czy PANASANYO ;) Zarówno aparaty Nikon jak i obiektywy Nikkor produkowane są przez tą samą firmę Nippon Kōgaku Kōgyō Kabushikigaisha (pierwsza zasada internetów – nigdy nie staraj się zrozumieć Japońców). Tak naprawdę to spółka, która obecnie nazywa się Nikon Corporation.

A zatem, co wybrać?

Jakie zdjęcia chcesz robić na początek? Wybierz taki obiektyw, który Ci to umożliwi.