Marzec

W marcu pojechaliśmy zobaczyć na własne oczy, gdzie kręcono nowy polski serial „Kruk. Szepty słychać po zmroku.” – zwiedzaliśmy Podlasie. Ostatnio odwiedzaliśmy Bieszczady ze względu na „Watachę” i powiem Wam, że takie seriale się inaczej ogląda jak co chwilę myślisz sobie „byłem tam”. I tak w pierwszym odcinku „Kruka” pada jakiś adres – sprawdzam na mapie – przejeżdżaliśmy tą ulicą, w drugim pojawia się jeden z budynków jaki możecie zobaczyć poniżej… Zwiedzaliśmy Białystok (np. Białostockie murale), Trześciankę, Soce i Puchły (Kraina otwartych okiennic), Ploski (nie nie, kierownicę ogryzioną miałem już wcześniej), Białowieżę i Bielsk Podlaski. W domu też byliśmy chwilę, kot ma się dobrze ;)

Czarny piątek

Dawno mnie nie było na żadnej manifestacji z aparatem, ale jak tylko dowiedziałem się, że w Gdyni protest przeciwko zaostrzeniu prawa do aborcji będzie szedł równolegle z drogą krzyżową, podjąłem decyzję, że lecę szukać taniej sensacji. W prawdzie organizatorzy przemarszu upominali, żeby w przypadku spotkania zachować spokój i przejść w milczeniu obok, nie zakłócając nabożeństwa, ale wiadomo jak jest – komuś by nerwy na pewno puściły. W sumie, może to i lepiej, że się te dwie grupy nie spotkały.

Z technicznego punktu widzenia popełniłem szereg błędów, począwszy od doboru aparatu (zabrałem kompakcik zamiast lustrzanki), techniki fotografowania (powinienem tam latać i skakać, włazić na „scenę”, podchodzić do ludzi z transparentami i takie tam), skończywszy na zbyt lekkim ubiorze (jednak po zachodzie słońca temperatura odczuwalnie spada).

Fotografowanie Nikonem 1 V1 z kitowym obiektywem to jednak trochę samobój. Czasy rzędu 1/30 – 1/15 s (zwłaszcza, gdy chciałem nieco przybliżyć obraz i przysłona leciała na 5,6) zaowocowały dość wysokim ISO. Może nie tak wysokim, żeby od razu poddawać się z obróbką w kolorze (te zdjęcia są czarno-białe bo po porostu tak chcę), ale jednak powyżej ISO 1600 i przy tak długich czasach naświetlania szum jest. Poza tym w tym Nikonie wszystkie ustawienia są pochowane w menu na tyle głęboko, że zanim coś znajdę, to „chwila mija” – z tego względu ustawiony mam jakiś tryb „inteligentny”, który obniża trochę ISO wydłużając czas naświetlania, bo przecież jest stabilizacja obrazu. No tak, tylko wówczas mam rozmazanych ludzi w ruchu (akurat tutaj to pasuje). Reasumując, chyba tym razem tylko trzymałem aparat i wciskałem spust, nie zastanawiając się nawet za bardzo nad kadrowaniem…

Dodam tylko, że było bardzo spokojnie i nie była to manifestacja jakichś dewiacji, skrajnego feminizmu czy głupoty.

Luty

W lutym była zima, w końcu. Poza tym mam nowy obiektyw, co mnie cieszy, ale martwi mnie to, że nie miałem czasu go użyć… Wyjątkiem jest jedno, ostatnie zdjęcie…

Do zobaczenia w marcu!

Styczeń

prawiejakfotograf.pl

Pomyślałem, że żeby cokolwiek działo się na tej stronie, to będę wrzucał chociaż jakieś podsumowania miesiąca, problem w tym, że żeby wrzucić jakieś zdjęcia, to trzeba je robić. To nie jest tak, że ja zdjęć nie robię, robię i to wiele, ale… albo to są zdjęcia gdzie staram się opanować warsztat i nie są to zdjęcia twórcze czy w ogóle nadające się do publikacji, albo jakieś sesje „dla kogoś”, których nie mogę publikować, albo zdjęcia w pracy (też nie mogę publikować), albo komórką, które nadają się do utrwalania wspomnień, ale nie do pokazywania… Pomyślałem zatem, że będę brał aparat a potem chociaż robił przegląd miesiąca.

Niestety pomyślałem o tym teraz, więc styczeń wieje nudą, luty też nie będzie zbyt super, ale może coś tam będzie na zdjęciach. Robienie zdjęć na siłę jest trochę bez sensu, ale może w końcu uda mi się wyrwać z nudy, w jakiej sam się zamknąłem… może nie od razu, poczekajmy trochę, ale przynajmniej zaczynam próbować. Potraktujmy je jako rozgrzewkę.

Na zdjęciach: Gdańsk (parking, okolice Jantara, murale we Wrzeszczu), rosół, Hannah (kotka), Wejherowo, lampy oświetlające hol w budynku.

Kolejny Nikon w domu

prawiejakfotograf.pl

Ostatnio miałem okazję przetestować kilka obiektywów (żadne nowości, po prostu miałem okazję pożyczyć lub wymienić się na coś innego) a teraz wpadł mi w ręce aparat. Miałem kaprys i kupiłem sobie taki, żeby mi do torebki pasował (mam taką fajną, nie jest to co prawda kołczan prawilności i wyglądam z nią na faceta, który kryzys wieku średniego ma dawno za sobą, ale mieści tablet, okulary i klucze od domu). Założenia co do aparatu były takie, żeby był trochę lepszy niż ten w komórce i mniejszy niż lustrzanka, poza tym brakowało mi aparatu, który mógłbym swobodnie zabierać na rower. Ograniczeniem była też cena, bo kilka tysięcy wpakowałbym raczej w obiektywy do lustrzanek niż w kompakt z wymienną optyką.

Poszukałem po internetach i kupiłem używanego Nikona 1 V1 z obiektywem 1 NIKKOR VR 10–30 mm f/3,5–5,6 (czyli KIT). Ten aparat ma ograniczenia, z głównych wymienić warto pochowane wszystkie ważne funkcje do menu (chociażby brak trybów PASM na pokrętle), matryca CX (chyba będę miał teraz jak rozwinąć wpis FX kontra DX), ale ma też zalety, chociażby takie że jest mały i ma akumulator taki sam jak mój Nikon D610 (a zatem zyskałem kolejną stacjonarną ładowarkę i mogę korzystać też z posiadanej już samochodowej).

Po jednym dniu mogę powiedzieć, że VR trochę głupieje a używanie trybów innych niż manualny w połączeniu z ISO auto jest moim zdaniem źle zaprogramowane. Dla aparatu w trybie priorytetu przysłony najważniejsze jest obniżenie ISO i pokłada zbyt duże nadzieje w VR, przez co czasy naświetlania są nieprzyzwoicie długie, podobnie z resztą jest w trybie P, gdzie aparat przymyka przysłonę praktycznie do maksymalnych wartości, trzymając czas rzędu 1/15 s… Nikonie… serio!? ;) Wysokie ISO w tym aparacie nie jest jakoś drastycznie degradujące jakość zdjęcia, tym bardziej nie rozumiem dlaczego tak go zaprogramowano.

Jeśli chodzi o możliwości wykorzystania głębi ostrości, to KITowy obiektyw zachowuje się mniej więcej jak KITowy Nikkor 18-55 w lustrzankach z matrycą DX, z resztą ich zakres jest podobny1) – muszę przyznać, że spodziewałem się, że będzie gorzej, zwłaszcza ze względu na mniejszą matrycę. Mimo wszystko (chociaż poniżej przykładu nie zobaczycie) przy niewielkim wysiłku da się uzyskać portretowe zdjęcie z rozmytym tłem.

Co więcej można powiedzieć? No nie wiem, wyjdzie w praniu… Lustrzanki to to nie zastąpi (może bezlusterkowce z matrycą DX czy większą już dałyby radę), ale w moim przypadku w cale nie miało. Poniżej kilka zdjęć z dzisiejszego ponurego dnia, pewnie w najbliższych dniach pojawi się tego więcej.

1) Nikon jako podstawowy obiektyw sprzedaje od jakiegoś czasu:

  • Do aparatów FX: AF-S NIKKOR 24-85 mm f/3,5-4,5G ED VR (czasami 24-105)
  • Do aparatów DX: AF-S DX NIKKOR 18-55mm f/3.5-5.6G VR (czasami zakres 18-105 lub 18-140)
  • Do aparatów CX: 1 NIKKOR VR 10–30 mm f/3,5–5,6

Mnożnik ogniskowej dla DX wynosi 1,5 a dla CX 2,7 co daje nam dla powyższych obiektywów zakresy:

  • DX: 27 – 82,5
  • CX: 27 – 81

Jak widać są to wartości zbliżone i pewnie niejednemu fotoamatorowi taki zakres ogniskowych wystarczy (zdjęcia z poprzedniego wpisu zostały wykonane w całości obiektywem AF-S NIKKOR 24-85 mm f/3,5-4,5G ED VR).