Kwiecień

Kwiecień był miesiącem, w którym nic się nie działo. Byliśmy nad morzem (Czarna Woda, przy ujściu) pobawić się w błyskanie lampami, byłem też w Sopocie, gdzie ludzie ulegali  niesamowitym transformacjom, byłem w Gdańsku, gdzie postawiono pomnik ku pamięci niedziel handlowych i na końcu byliśmy w Gdyni…

Marzec

prawiejakfotograf.pl

W marcu pojechaliśmy zobaczyć na własne oczy, gdzie kręcono nowy polski serial „Kruk. Szepty słychać po zmroku.” – zwiedzaliśmy Podlasie. Ostatnio odwiedzaliśmy Bieszczady ze względu na „Watachę” i powiem Wam, że takie seriale się inaczej ogląda jak co chwilę myślisz sobie „byłem tam”. I tak w pierwszym odcinku „Kruka” pada jakiś adres – sprawdzam na mapie – przejeżdżaliśmy tą ulicą, w drugim pojawia się jeden z budynków jaki możecie zobaczyć poniżej… Zwiedzaliśmy Białystok (np. Białostockie murale), Trześciankę, Soce i Puchły (Kraina otwartych okiennic), Ploski (nie nie, kierownicę ogryzioną miałem już wcześniej), Białowieżę i Bielsk Podlaski. W domu też byliśmy chwilę, kot ma się dobrze ;)

Czarny piątek

#czarnypiatek, prawiejakfotograf.pl

Dawno mnie nie było na żadnej manifestacji z aparatem, ale jak tylko dowiedziałem się, że w Gdyni protest przeciwko zaostrzeniu prawa do aborcji będzie szedł równolegle z drogą krzyżową, podjąłem decyzję, że lecę szukać taniej sensacji. W prawdzie organizatorzy przemarszu upominali, żeby w przypadku spotkania zachować spokój i przejść w milczeniu obok, nie zakłócając nabożeństwa, ale wiadomo jak jest – komuś by nerwy na pewno puściły. W sumie, może to i lepiej, że się te dwie grupy nie spotkały.

Z technicznego punktu widzenia popełniłem szereg błędów, począwszy od doboru aparatu (zabrałem kompakcik zamiast lustrzanki), techniki fotografowania (powinienem tam latać i skakać, włazić na „scenę”, podchodzić do ludzi z transparentami i takie tam), skończywszy na zbyt lekkim ubiorze (jednak po zachodzie słońca temperatura odczuwalnie spada).

Fotografowanie Nikonem 1 V1 z kitowym obiektywem to jednak trochę samobój. Czasy rzędu 1/30 – 1/15 s (zwłaszcza, gdy chciałem nieco przybliżyć obraz i przysłona leciała na 5,6) zaowocowały dość wysokim ISO. Może nie tak wysokim, żeby od razu poddawać się z obróbką w kolorze (te zdjęcia są czarno-białe bo po porostu tak chcę), ale jednak powyżej ISO 1600 i przy tak długich czasach naświetlania szum jest. Poza tym w tym Nikonie wszystkie ustawienia są pochowane w menu na tyle głęboko, że zanim coś znajdę, to „chwila mija” – z tego względu ustawiony mam jakiś tryb „inteligentny”, który obniża trochę ISO wydłużając czas naświetlania, bo przecież jest stabilizacja obrazu. No tak, tylko wówczas mam rozmazanych ludzi w ruchu (akurat tutaj to pasuje). Reasumując, chyba tym razem tylko trzymałem aparat i wciskałem spust, nie zastanawiając się nawet za bardzo nad kadrowaniem…

Dodam tylko, że było bardzo spokojnie i nie była to manifestacja jakichś dewiacji, skrajnego feminizmu czy głupoty.

Luty

W lutym była zima, w końcu. Poza tym mam nowy obiektyw, co mnie cieszy, ale martwi mnie to, że nie miałem czasu go użyć… Wyjątkiem jest jedno, ostatnie zdjęcie…

Do zobaczenia w marcu!

Styczeń

prawiejakfotograf.pl

Pomyślałem, że żeby cokolwiek działo się na tej stronie, to będę wrzucał chociaż jakieś podsumowania miesiąca, problem w tym, że żeby wrzucić jakieś zdjęcia, to trzeba je robić. To nie jest tak, że ja zdjęć nie robię, robię i to wiele, ale… albo to są zdjęcia gdzie staram się opanować warsztat i nie są to zdjęcia twórcze czy w ogóle nadające się do publikacji, albo jakieś sesje „dla kogoś”, których nie mogę publikować, albo zdjęcia w pracy (też nie mogę publikować), albo komórką, które nadają się do utrwalania wspomnień, ale nie do pokazywania… Pomyślałem zatem, że będę brał aparat a potem chociaż robił przegląd miesiąca.

Niestety pomyślałem o tym teraz, więc styczeń wieje nudą, luty też nie będzie zbyt super, ale może coś tam będzie na zdjęciach. Robienie zdjęć na siłę jest trochę bez sensu, ale może w końcu uda mi się wyrwać z nudy, w jakiej sam się zamknąłem… może nie od razu, poczekajmy trochę, ale przynajmniej zaczynam próbować. Potraktujmy je jako rozgrzewkę.

Na zdjęciach: Gdańsk (parking, okolice Jantara, murale we Wrzeszczu), rosół, Hannah (kotka), Wejherowo, lampy oświetlające hol w budynku.