Pachołek – panorama Gdańska

Takie tam z ręki… widok wieży widokowej na Górze Pachołek.

Chwilę nie pilnowałem Gdańska i się okazało, że wieżowce zaczęli budować…

Jastarnia

prawiejakfotograf.pl

Jastarnia… była po drodze do Helu, więc się zatrzymaliśmy na chwilę w drodze powrotnej. Niestety to już nie było zimno, tylko wręcz pizgało złem, więc po pięciu minutach byliśmy z powrotem w samochodzie…

Bye bye panoramio…

#Scotland, #UK, #panorama, Edinburgh, Scotland, United Kingdom, prawiejakfotograf.pl

Wszystko co dobre szybko się kończy. Dobre oczywiście dla nas, szarych ludzi, bo niekoniecznie dobre dla firm oferujących takie nierentowne rzeczy. Nie można się przyzwyczajać. Pod koniec zeszłego roku okazało się, że „Panoramio no longer available after November 4, 2016” i co zrobisz? Nic nie zrobisz, trzeba szukać alternatywy. No właśnie – zna ktoś jakiś darmowy zamiennik do umieszczenia trzech panoram na krzyż, żeby na stronie to jakoś wyglądało? Póki co ogarnąłem bezpłatną wersję zoomify, ale nie jestem do końca zadowolony. Może tragedii nie ma jak za tą cenę, ale trochę… trąca myszką jak na rok 2017 ;) Nawiasem mówiąc, w ramach testu panorama Edynburga – widok z zamku, głównie w kierunku północnym (najwygodniej używać myszy z rolką):

 

Panoramio nie umożliwiało mi umieszczenia zdjęcia, które waży ponad 40 MB (a tu nie ma problemu). W zasadzie nawet mój komputer lokalnie łapie lekką zadyszkę przy otwieraniu takiego JPGa, a przy obróbce tego pliku w Lightroomie można spokojnie przygotować coś z cyklu Jamie’s 15-Minute Meals Recipes ;)


To co – jest jakaś alternatywa, czy jestem skazany na zoomify? Coś mi się kojarzy z mapami Google (ten sam mechanizm w sumie).

PS. Chyba muszę w przyszłości przymykać przysłonę jak należy i używać statywu, bo każde niedociągnięcie widać jak na dłoni przy takim powiększaniu.

Warszawa

#warszawa, Warszawa, mazowieckie, Poland, prawiejakfotograf.pl

Czas na ostatni wpis z Warszawą, czyli małe podsumowanie.

Zwiedzanie dużych miast to dla mnie przede wszystkim możliwość podziwiania innej, niż widzę na co dzień, architektury. I nie chodzi tylko o te wyjątkowe budynki jak Ambasada Federacji Rosyjskiej czy Belweder, ale także o te zwykłe budynki mieszkalne.

Pomniki, kamienice… Największym problemem jest dla mnie w takich miastach komunikacja miejska. W Warszawie jest paru przewoźników i do tej pory nie jestem pewien jak, gdzie i kto honoruje czyje bilety, ograniczyliśmy się zatem do środków komunikacji, którymi na pewno można jeździć na bilecie ZTM. Nawiasem mówiąc, zakup biletu w biletomacie jest prosty, o ile wcześniej sprawdziło się jakie są taryfy i jakie strefy – z Lotniska Chopina do Starego miasta polecam autobus 175 i bilet krótkookresowy 24-godzinny za 15 zł (trzeba go raz skasować po wejściu do pojazdu). To, co jeszcze bym Warszawie w kwestii komunikacji wypomniał, to nieczytelne mapki na przystankach (nie zgadniesz co gdzie jeździ) i niejasne oznaczenie przystanków.

Całe szczęście, miałem w telefonie „jak dojadę” (bez tej aplikacji byśmy nie dali rady), która naprawdę pomogła. Problemem było już tylko oznakowanie przystanków – np. przystanek „Centrum 08” w cale nie musi być w okolicy „Centrum 07”. Na rondzie Dmowskiego przystanki Centrum 07 i 08 są na linii północ-południe, a Centrum 09 i 10 są na linii wschód-zachód – można to zobaczyć tutaj (ja bym się spodziewał raczej numeracji biegnącej dookoła zgodnie ze wskazówkami zegara). Numery na przystankach nie wyróżniają się zbytnio, nie widać ich z drugiej strony ulicy (zwłaszcza wieczorem – tablica z rozkładem elektronicznym świeci ledowymi napisami, a nazwa przystanku jest na niej „nadrukowana”, ale zupełnie nieoświetlona), w tunelach także brak informacji o numerach (można założyć, że turysta nie wie czy jedzie na Mokotów czy Pragę, jeśli wie tylko jaki tramwaj, z jakiego przystanku i ile przystanków) – kończy się to przechodzeniem dookoła wielkiego skrzyżowania lub wychodzeniem z tunelu na każdy przystanek, by sprawdzić jego numer. W metrze też udało nam się zabłądzić i pojechać nie w tą stronę, ale tylko jeden przystanek (i tej pomyłce zawdzięczamy zdjęcia z Syreną nad Wisłą). I to byłaby chyba jedyna rzecz na jaką w Warszawie narzekaliśmy, prawie…

W okolicach Starówki. I może przy okazji wspomnę, Starówka jest w Warszawie, w Gdańsku nie ma Starówki, w Gdańsku jest Stare Miasto (nawiasem mówiąc, najbardziej oblegane turystycznie w Gdańsku jest Główne Miasto)!

To na co ja zwróciłem uwagę (ten, który nawet w Norwegii by nie cierpiał na brak wódki), to ceny alkoholi w lokalach – są podejrzanie przyzwoite, nawet niskie jak na takie miasto. Przy takich pieniądzach, to nie ma się co zastanawiać u kogo dziś się pije, bo lepiej w lokalu (schłodzone, podane, sprzątać nie trzeba).

Tak się kończy nasza wycieczka. Jeszcze tylko parę zdjęć wieżowców (w poprzednim wpisie), wizyta pod murem getta, wizyta na starym mieście i kurs autobusem na lotnisko. Tam niestety przykra niespodzianka – lot opóźniony o ponad dwie godziny, ponieważ samolot w Gdańsku przechodził inspekcję po zderzeniu z kaczką :P

Jeżeli temat Cię interesuje, sprawdź tag #onedayinwarsaw – znajdziesz pozostałe części z tej jednodniowej wycieczki.