Bezkarnie leniwe popołudnie

prawiejakfotograf.pl

Zawsze „lubiłem” na fotoblogach te wszystkie wpisy, w których było minimum siedemset zdjęć. Poniżej tylko sześćdziesiąt cztery zdjęcia z dzisiejszego leniwego popołudnia w Bieszkowicach.

PS. To nie my tak bezczelnie zostawiliśmy śmieci, przykre to bo dookoła jeziora było tego więcej.

Cztery pory roku: jesień

#bieszkowice, prawiejakfotograf.pl

Każdy fotoamator przez to przechodził, niektórym już tak zostaje do końca, wydaje się to mega nudne i oklepane, ale mimo wszystko, jak tylko nastaje jakaś pora roku, a już w ogóle jesień, to większość z nas chwyta za aparat i udaje się do lasu lub parku, by upolować charakterystyczne dla danej pory roku kolorki… Wiadomo, najpiękniejsza jest złota polska jesień (założę się, że w innych krajach jest ona równie piękna, no ale wiesz…), potem będzie pierwszy śnieg, potem pierwsze zielone listki, a latem… no właśnie, co będzie latem? Wracając jednak do jesieni, pamiętam dosłownie od lat… a to mój kumpel, a to moja żona, a to ludzie na jakimś tematycznym forum, zawsze ktoś mówił „trzeba się wybrać na kolorki, bo to ostatnie słoneczne dni” i tak w zasadzie co roku jesienią się mobilizowałem, żeby ruszyć dupę z aparatem. Nie inaczej było tym razem.

Nawiasem mówiąc, na miejscu nie byliśmy sami, ciekaw jestem jak wyszły inne zdjęcia (zwłaszcza, że niektórzy byli porządnie wyposażeni np. w kalosze, idealne na panujące warunki). W ogóle dla mnie takie sytuacje są trochę głupie, bo idziesz gdzieś z aparatem, stajesz w tym samym miejscu, gdzie minutę temu zdjęcie robił ktoś inny i w zasadzie to nie wiem, czy takie zdjęcie to dzieło, czy może już raczej jakaś kalka. Podobno, w niektórych punktach widokowych na świecie, są już nawet w konkretnych miejscach wytarte ślady od nóżek statywów ;) Tym razem to ja byłem tym „zgapiającym”, ale naprawdę ciężko być na miejscu i nie sfotografować charakterystycznego mostku z kłody czy innych brzózek…

PS. „Co papugujesz!” powiedziała do mnie żona, w 32 sekundzie, kilka lat temu (właśnie z tego samego powodu):

Rozmiar ma znaczenie

prawiejakfotograf.pl

Ile osób, tyle opinii na temat popularnego stwierdzenia, że „rozmiar ma znaczenie”. Tym razem na tapecie Nikon Nikkor 35 mm f/1.8G AF-S DX, czyli nie dość, że stałka 35 mm, to jeszcze obiektyw dedykowany aparatom o formacie zbliżonym do APS-C (o różnicach między DX a FX rozpisywałem się tutaj). Ja używałem go z pełną klatką. Moja opinia? Jestem zachwycony, dziękuję, można się rozejść… ;)

A tak na poważnie… Jak widać poniżej, do portretowych zdjęć się to maleństwo średnio nadaje, ze względu na perspektywę przy tej ogniskowej, która robi psikusa i zniekształca trochę bliskie obiekty. Do zdjęć grupowych jest to już jednak całkiem akceptowalne. Obiektyw winietuje na pełnej klatce, ale rzekłbym że to raczej jego urok niż wada. Ostrość jest dobra, choć sam autofocus mógłby był szybszy. Głębia ostrości przy pełnej dziurze jest dla bliskich obiektów niewielka, ale nie jest zbyt mała (wszystkie poniższe zdjęcia zostały wykonane przy f/1.8). Dystorsje są do zniesienia i łatwe do skorygowania. Obiektyw jest tani, dobry i lekki, przyzwoicie rysuje na pełnej klatce – można założyć i nie ściągać przez długie tygodnie.

PS. Już widzę oburzenie części osób, ale porównałbym go do Sigmy 30 mm f/1.4 EX DC HSM podpiętej do DX (bo Sigma niestety nie daje rady na pełnej klatce).