Nieostre!

#GO, #akumulator, #eneloop, prawiejakfotograf.pl

Ostatnio pisałem Wam o zdjęciach ostrych i nieporuszonych, to dziś napiszę o nieostrości na zdjęciach, takiej nieostrości pozornej oraz takiej na własne żądanie.

Przede wszystkim wrażenie nieostrości na zdjęciach (pomijając ostatnio opisywane poruszenie zdjęcia, będące zazwyczaj techniczną usterką) może być powodowane przez brak kontrastu. Zdarzało mi się usłyszeć o jakimś zdjęciu opinię, że jest nieostre, podczas gdy tak naprawdę zdjęcie miało mały kontrast (lokalny, że się tak wyrażę). Ludzie lubią duży kontrast, koniec i kropka. Zdecydowana większość naszego społeczeństwa lubi wyciągnąć kolory i kontrasty, bo zdjęcie jest wówczas… kolorowe i kontrastowe. Zdjęcia o niskim kontraście wyglądają mdło, często szaro i nieciekawie, wrażenie to potęgują monitory, które dodatkowo mogą zaburzać ten obraz, jaki chciał Wam pokazać fotograf. Tyle tylko, że zdjęcie o niskim kontraście nie jest nieostre (oczywiście może być, ale to nie brak kontrastu świadczy o tym, choć może takie wrażenie potęgować). Jeżeli zatem ktoś narzeka na nieostrość zdjęcia, upewnijmy się, że nie chodzi o kontrast! Oczywiście zdjęcia o niskim kontraście w ogóle nie są złe, one są genialne, tylko (moim zdaniem) trudne do wykonania i nienajłatwiejsze w odbiorze.

#Wejherowo, #jesien, Wejherowo, pomorskie, Poland, prawiejakfotograf.pl
Zdjęcie o niskim kontraście, które pewnie uznasz za nieostre (wrażenie potęguje mała głębia ostrości).

Kolejnym czynnikiem wpływającym na odbiór ostrości jest ta faktyczna ostrość na zdjęciu lub jej kompletny brak. Może się zdarzyć tak, że aparat nie ustawi ostrości poprawnie lub przy ręcznym ostrzeniu sobie nie poradzimy, to oczywiste techniczne wady zdjęcia (zazwyczaj). Ciekawszym jednak aspektem ostrości jest jej głębia. Noalejakto…? Jak  głębia? Zdjęcia są przecież dwu wymiarowe, nie? Mają wysokość, mają szerokość i są na płaskiej kartce papieru lub płaskim ekranie, nie? No tak, ale właśnie głębia ostrości to jest ten środek wyrazu, który w fotografii ogarnia trzeci wymiar. Najprostszy przykład to zdjęcia portretowe, klasyka gatunku to głowa na rozmytym tle.

#Andrzej, Gdańsk, pomorskie, Poland, prawiejakfotograf.pl
Klasyka gatunku… Sigma 30 mm f/1.4

Dzięki odpowiedniemu manipulowaniu ostrością możemy obiekt naszych zainteresowań odciąć od tła i skupić na nim wzrok odbiorcy zdjęcia. Co więcej, możemy go też uwydatnić czyniąc nieostrymi przedmioty znajdujące się także przed nim, a zatem na nasze zdjęcie już będzie wpływać nie tylko to gdzie skierujemy obiektyw naszego aparatu, ale i jak głęboko w daną scenę „wejdziemy”!

Powyższy filmik kręciłem z użyciem przysłony f/5.6 (Nikkor 1.8G), natomiast poniższe zdjęcia robiłem już z przysłoną f/1.8 (można porównać różnicę głębi):

Skąd ta głębia ostrości się bierze? Jest jakiś naukowy bełkot na ten temat mówiący coś o krążkach rozproszenia i innych parametrach obiektywów, ale ja skupię się na tym, czym faktycznie regulujemy głębię ostrości – czyli na przysłonie. Na głębię wpływa także pośrednio perspektywa, a na perspektywę wpływa ogniskowa, można się zatem spotkać z opinią, że ogniskowa wpływa na głębię ostrości, tyle że aby zachować w kadrze nasz obiekt (załóżmy, że to portret i jest to głowa) zwiększając ogniskową musimy odejść dalej, a im dalej jest nasz obiekt względem aparatu, tym w większej głębi ostrości będzie się znajdował, co nieco niweluje nasz zamiar umieszczenia głowy w płytkiej przestrzeni ostrości. Owszem, można próbować, ale powyższe zdjęcie Andrzeja wykonałem obiektywem o ogniskowej 30 mm (co dla użytego aparatu jest odpowiednikiem 45 mm, zatem nie jest to zbyt duża ogniskowa).

Jak ostatnio się już okazało, czas naświetlania wpływa nie tylko na ilość światła, ale i (a może przede wszystkim) wpływa na zamrażanie lub rozciąganie czasu uchwyconego na zdjęciu, tak i przysłona wpływa nie tylko na ilość wpuszczanego światła. O ile zatem ilość światła na to pozwoli, możemy sobie przysłonę przymknąć bardziej i wydłużyć czas naświetlania tak, aby jednocześnie regulować „czas na zdjęciu” i głębię ostrości. Jak zmienia się głębia? Przymykając przysłonę (przymykamy, czyli otwór przysłony jest coraz mniejszy, a wartości coraz większe – idą kolejno od f/4 … f/5.6 … f/8 itd.) rozciągamy pole ostrości w przestrzeni, a zatem powiększamy głębię ostrości. Otwierając przysłonę dzieje się rzecz odwrotna – uzyskujemy płytką głębię, czyli tylko niewielka przestrzeń przed obiektywem będzie ostra. Poniżej przykład (nie są to kolejne stopnie przysłony, ale widać o co chodzi):

Od razu należy zaznaczyć, że głębia ostrości nie rozciąga się proporcjonalnie, czyli np. zwiększając przysłonę o ileśtam, nie dodajemy sobie po metr ostrości przed obiektem i metr za obiektem – o ile mnie pamięć nie myli, to rozkład ostrości jest 1/3 przed obiektem i 2/3 za obiektem (czyli głębia ostrości szybciej biegnie ku nieskończoności niż zbliża się ku aparatowi). Oczywiście w przybliżeniu, zależy to też w dużej mierze od tego jak skalibrowany jest sam aparat i jak dogaduje się on z danym obiektywem (jeśli ma tendencje do ostrzenia przed obiektem, to ten rozkład może wynosić np. 90% GO przed obiektem i 10% za nim, by zmienić się wraz ze zwiększaniem przysłony do rozkładu 40% GO przed / 60% za obiektem). Skok przysłony z f/4 do f/5.6 także nie daje proporcjonalnego powiększenia głębi ostrości jak skok f/11 do f/16 (i tu jeśli mnie pamięć nie myli, to przeskok na niższych stopniach powiększa głębię w mniejszym stopniu niż przeskok na wyższych stopniach przysłony). Generalnie zwiększanie stopnia przysłony powoduje powiększenie GO i jej „podróż” w kierunku „od nas w dal”. Do tego dochodzi jeszcze pewien efekt, którego nie umiem poprawnie opisać czy nazwać – chodzi o kształt granicy głębi (dla części obiektywów ta granica jest szeroka i obiekty powoli w głębię wchodzą i wychodzą, dla innych zaś głębia może być spora, ale zaczynać się i kończyć gwałtownie) – ciężko to opisać, ale wyraźnie to widać – plastyka niektórych obiektywów jest powalająca (dlatego tak lubię tą przeklętą Sigmę 30 mm, która strasznie kaprysi przy ustawianiu ostrości). No… i docieramy do pojęcia zwanego „bokeh”, ale nie będę go opisywał (mam wrażenie, że część fotografów mogłaby o nim prace magisterskie pisać, nawet o samej wymowie tego słowa) – generalnie chodzi o ładną… nieostrość w kadrze.

Zakopane, Lesser Poland Voivodeship, Poland, prawiejakfotograf.pl
Jeśli tylko ustawiłbym obiektyw na odległość hiperfokalną…

Warto tu wspomnieć jeszcze o pewnej ciekawostce, przydatnej przy fotografowaniu krajobrazów (zazwyczaj chcemy mieć wówczas całe zdjęcie ostre). Ustawiając ostrość na pewien odległy punkt oraz ustawiając przysłonę na wysoki stopień możemy uzyskać głębię ostrości wychodzącą „poza nieskończoność”, czyli jest taka przysłona i taka odległość dla danego obiektywu, gdzie nie ma już sensu ustawiać ostrości na dalszy plan, bo i tak wszystko będzie ostre, możemy natomiast ustawić ostrość na bliższy plan, korzystając z tej ogromnej ostrości za obiektem (czuję, że opisuję to bardzo niejasno). Ta enigmatyczna odległość, przy której wszystko za tym punktem jest ostre (a dzięki temu, że ów punkt mamy dość blisko siebie, to i większość przed nim jest ostre) to odległość hiperfokalna.

Generalnie jeśli chcecie uzyskać fajną, płytką głębię ostrości, użyjcie małej przysłony, jeśli to nie wystarcza, „dajcie zooma na maksa”, może to pomoże ;) Jeśli macie zamiar komórką zrobić zdjęcie z fajną GO, to zapomnijcie – niewiele modeli to potrafi, chociaż niektóre udają nieźle. No i oczywiście zapomnijcie o „dorabianiu głębi w fotoszopie” – coś tam się da, ale to nie to samo (a pracy przy tym, że ho ho).

Backup, archiwizacja i inne trudne słowa…

Co robimy po zrobieniu zdjęć? Zazwyczaj po prostu zgrywamy je „na komputer” i tyle. Czy to wszystko co możemy zrobić? Nie! Powinniśmy je jeszcze archiwizować i zbackupować!

Ludzie dzielą się na tych, co robią backupy i tych do dopiero będą je robić…

– niestety źródło nieznane

I teraz raz na zawsze powiem Ci mądrość życiową – należy robić kopie zapasowe istotnych dla nas plików („Thanks, Captain Obvious!”). Na pewno obiło Ci się o uszy jak kilka tygodni temu nawet w telewizji kilka osób apelowało do złodziei, o zwrot chociaż zdjęć (czy ogólnie danych) ze skradzionych sprzętów – oczywiście nie zamierzam tu bez cienia empatii przytaczać powyższej sentencji, zamierzam uczulić Cię – rób kopie zapasowe! Możesz dysponować najlepszym sprzętem, który padnie w najmniej oczekiwanym momencie. Możesz stać się ofiarą kradzieży, przepięcia w sieci, pożaru czy własnej głupoty – kopia zapasowa danych zmniejszy Twoje straty. Zanim jednak przejdziemy do kopii zapasowych…

#Gdańsk, prawiejakfotograf.pl
29 lipca 2004 roku. Moje pierwsze zdjęcie cyfrówką (trudno nie zauważyć, że przypadkowe) – o jego wartości nie dyskutujmy ;)

Backup i archiwizacja

Należy rozróżnić robienie kopii zapasowych od archiwizowania danych. Najprościej rzecz ujmując można powiedzieć, że nie zrobimy kopii zapasowej danych, póki ich nie zarchiwizujemy. Nasze dane (zdjęcia) powinniśmy sobie najpierw „zgrywając na komputer” jakoś zarchiwizować, czyli uporządkować. Najłatwiej stracić zdjęcia wtedy, kiedy porozrzucane są po całym naszym komputerze (oby tylko jednym), a my musimy się awaryjnie przenieść na inny. Zostałem poproszony przez kogoś kiedyś o odzyskanie zdjęć z uszkodzonego komputera – to co na nim zastałem spowodowało, że zacząłem sobie zadawać jedno, ale ważne pytanie… „O co tu chodzi, w ogóle!?”. Zdjęcia były na pulpicie, na dysku C, dysku D, dysku E, w moich dokumentach itp. W trakcie analizy okazało się, że pliki często mają takie same nazwy, foldery nazywają się „Nowy folder” (z kolejnymi numerami) a nawet zdjęcia o różnych nazwach okazywały się być tymi samymi obrazkami.

prawiejakfotograf.pl
9 sierpnia 2006 roku. Ładne zdjęcie z archiwum…

Ja kupując swój pierwszy komputer wiedziałem, że posłuży mi on między innymi do fotografii i kiedy stałem się szczęśliwym posiadaczem pierwszej cyfrówki przyjąłem zasadę, której trzymam się do dziś: zdjęcia w jednym miejscu uporządkowane w foldery wg dat. W trakcie tych kilkunastu lat zastanawiałem się nad innym porządkiem, ale zawsze się okazywało, że foldery wg dat są najlepszą opcją. U mnie wygląda to tak:

Ścieżka folderów
X:\FOTO\2015\2015-12\2015-12-01 Mini Cooper s\

Dysk X, katalog FOTO, rok, rok-miesiąc, rok-miesiąc-dzień i nazwa – taki układ ma przewagę nad układem „2015\12\01 nazwa” – kopiując cały miesiąc czy pojedynczy dzień w nazwie katalogu jest pełna data. Nazwę wydarzenia dodaję tak… z grubsza, żeby się zgadzało względnie tematycznie (nie zdarza się często aby jednego dnia fotografować chrzciny i ślubny plener – nam się zdarzyło raz). Teraz pozostaje nazwa pliku – zmieniać czy nie, oto jest pytanie. Ja przyjąłem, że nazwy plików będę zmieniał (nazwy zmieniają się automatycznie w trakcie importu zdjęć do Lightrooma, którego używam do katalogowania i obrabiania zdjęć), ostatnio też wprowadzam w tym zakresie pewne modyfikacje. Przy pierwszym zgrywaniu zdjęć stosuję takie zmiany:

Przejściowa nazwa pliku
xnb 2011-07-09 17-33-19 NIKON D50 DSC_1671.dng

Prefiks, data, godzina, model aparatu, oryginalna nazwa pliku. Taki układ pozwala mi oddzielić szybko zdjęcia nasze od obcych (prefiks) oraz ułożyć je wg czasu. Tak nasze od obcych, ponieważ w moim archiwum przechowuję też zdjęcia udostępnione nam przez naszych znajomych (z jakichś wspólnych wydarzeń) albo zdjęcia od fotografa z naszego własnego ślubu. Nasze zdjęcia po zgraniu są selekcjonowane, po ostatecznej selekcji zmieniam nazwy plików ponownie, tym razem przyjmując krótszy format:

Ostateczna nazwa pliku
PJF15365_001.dng

Prefiks, data (rok i kolejny dzień roku), kolejny numer zdjęcia. Do takiej skróconej nazwy czasami doklejam jeszcze jakiś sufiks, jeżeli zdjęcie zostało zmniejszone lub poddane jakiejś dodatkowej obróbce i występuje w kilku wersjach. Ten patent stosuję od niedawna i jeszcze niewiele zdjęć zostało nim objętych.

prawiejakfotograf.pl
13 września 2011 roku. Zdjęcie autorstwa mojej matki, zarchiwizowane (z backupem) u mnie ;)

Teraz dopiero można planować zrobienie backupu… Najlepiej i najprościej jest do tego wykorzystać zewnętrzny dysk (albo dwa). Widziałem ostatnio w markecie dysk 1TB za 199 zł – można i taki, ale umówmy się… kupuj dyski twarde firm, które produkują… dyski twarde. Są firmy, które wydają się być producentami wszystkiego a okazuje się, że tylko „przyklejają” swoje logo na produkt „no name”. Załóżmy jednak, że masz już dysk. Podłącz go, zgraj zdjęcia, odłącz (nie zapomnij o bezpiecznym odłączaniu) i schowaj. I najważniejsze – nie kasuj zdjęć z komputera, bo cały Twój backup już nie byłby kopią zapasową, tylko archiwum. Jeżeli chcesz te zdjęcia usuwać z komputera, zrób ich kopię na drugi dysk, lub nagraj na CD/DVD/BD.

Oczywiście nie mówię Ci, że jestem ideałem i nigdy nie utraciłem żadnego zdjęcia! Oczywiście że to się stało, ale stało się to bo nie wykonałem kopii, bo nie zarchiwizowałem zdjęcia wg swojego schematu, bo zapomniałem, bo coś tam, coś tam… Z biegiem czasu zacząłem się to tego bardziej przykładać i teraz utrata wszystkich moich zdjęć musiałaby wiązać się ze zbiegiem bardzo wielu niesprzyjających okoliczności.

Zdjęcia ostre jak żyleta!

Ostatnio poruszałem kwestie prawidłowego naświetlania, zakończyłem na tym że parametry dobieramy sobie do tego, co chcemy uzyskać na zdjęciach. No właśnie – co chcemy, albo co możemy uzyskać? Z reguły będzie to po prostu prawidłowo naświetlone zdjęcie, a zatem zdjęcie które jest odpowiednio jasne/ciemne i odpowiednio ostre. O naświetlaniu już pisałem, czas napisać o „ostrości”, tylko zanim wtajemniczę Was i zacznę pisać o jej głębi, napiszę o czymś innym, co jest mylone często z nieostrością – o poruszeniu zdjęcia.

prawiejakfotograf.pl
Przykład wspaniale poruszonego zdjęcia… Czas naświetlania – 4 s

Jak zrobić nieporuszone zdjęcie? Przede wszystkim należałoby odróżnić zdjęcie poruszone w całości od zdjęcia na którym poruszony jest jakiś motyw. Powiedzmy, że poruszenie jakiegoś elementu nas chwilowo nie interesuje i naszym celem jest uzyskanie nieporuszonego zdjęcia w ogóle (czyli zakładamy, że fotografujemy coś względnie statycznego, np. stojący samochód). Generalnie poruszenie w takim typie zdjęć wynika z tego, że ręce nam latają. Możemy aparat zamontować na statywie lub położyć na czymś stabilnym, ale możemy też dobrać odpowiedni czas naświetlania, co będzie w tym wypadku naszym priorytetem. Oczywiście dobranie takiego czasu to sprawa indywidualna, niektórym udaje się utrzymać aparat nieruchomo przy dłuższych czasach, niektórym przy krótszych, można się też próbować opierać o jakieś stabilne konstrukcje, takie jak mury czy drzewa, ale zasada jest taka, że nieporuszone zdjęcie zależy od czasu naświetlania… i ogniskowej.

prawiejakfotograf.pl
Przykład nieporuszonego zdjęcia statycznego obiektu z użyciem dłuższej ogniskowej

Użycie większej ogniskowej, czyli większego zbliżenia, czy może jak niektórzy mawiają większego zoomu powoduje, że nawet niewielkie drgania aparatu powodują duże poruszenia obrazu. Zapewne każdy z nas korzystał choć raz w życiu z lornetki lub lunety na złotówki w jakiejś turystycznej miejscowości – nie jest łatwo w ogóle utrzymać obiekt w wizjerze, nie mówiąc już o jego nieruchomym utrzymaniu. Udaje się nam zazwyczaj utrzymać ten obiekt nieruchomo w wizjerze przez krótką chwilę – tą chwilę właśnie musimy w fotografii wykorzystać. Przyjęło się stosować zasadę, że uzyskanie nieporuszonego zdjęcia z ogniskową x jest możliwe przy użyciu czasu naświetlania równego 1/x s lub krótszego, tj mając ogniskową rzędu 200 mm, powinniśmy użyć czasu 1/200 s lub krótszego (czyli 1/250 s – oczywiście można jeszcze krótsze czasy stosować: 1/500 s, 1/1000 s…).

Kilka przykładów (na tej podstawie mam nadzieję każdy załapie schemat):

Ogniskowa Minimalny czas naświetlania
200 mm 1/250 s
100 mm 1/125 s
55 mm 1/60 s
28 mm 1/30 s
10 mm 1/15 s

I tyle w temacie! O ile masz parkinsona, nie opiłeś się dwoma litrami kawy, lub nie robisz zdjęć na kilkustopniowym mrozie, to powinno wystarczyć. Zakładając, że chcemy mieć nieporuszone zdjęcie powinniśmy się trzymać powyższego schematu i już. Może trzeba będzie sobie na własne potrzeby wprowadzić jakąś modyfikację, ale jeśli na dużym zbliżeniu wychodzi Wam długi czas naświetlania i poruszone zdjęcie, to już wiecie dlaczego. Oczywiście, jak widać w powyższej tabeli, robiąc zdjęcia z czasem dłuższym niż 1/30 s i ogniskową zaledwie 28 mm, też zdjęcia wyjdą poruszone. Jeszcze raz podkreślam – ta zasada jest ogólna i dotyczy przeciętnego człowieka, który stara się poprawnie wykonać zdjęcie – jeśli będziesz skakał z aparatem na trampolinie, nie zadziała! ;)

prawiejakfotograf.pl
Jak widać 1/800 s to było za mało by zamrozić ruch, ale samo zdjęcie nie jest poruszone

Czy są jakieś sztuczki, które wyzwolą w nas supermoce? Są, ale cudów nie należy się spodziewać… Przede wszystkim robiąc zdjęcia na granicy poruszenia (nie tylko, w zasadzie każde zdjęcia) należy stać nieruchomo i stabilnie, w lekkim rozkroku (można próbować sztuczek z jedną nogą wysuniętą do przodu, drugą odstawioną lekko na bok, żeby wyeliminować także bujanie się do przodu i do tyłu). Można też oprzeć się o coś stabilnego. Ręce (ramiona) najlepiej ułożyć ciasno wzdłuż tułowia, aparat oprzeć o własną głowę (kadrowanie metodą na zombie, czyli z użyciem wyświetlacza, drastycznie zmniejsza nasze szanse na nieporuszone zdjęcie). Warto też na chwilę wstrzymać oddech. Najgorzej (przynajmniej dla mnie) jest zrobić zdjęcie kucając – chyba już lepiej na jedno kolanko przyklęknąć ;) I sprawa bardzo ważna, ale często pomijana – sposób naciskania spustu w aparacie ma tu kluczowe znaczenie! Często widuję osoby, które wciskają spust jakby to była jakaś trudność, tak że cały aparat im lata – aparat należy pewnie chwycić oburącz, delikatnie wcisnąć spust na pierwszą pozycję, złapać ostrość i delikatnie docisnąć sam spust, a zaraz po zrobieniu zdjęcia nie należy palca zabierać jakby ten spust nas parzył (wystarczy odczekać ułamek sekundy, żeby to nasze zabieranie palca nie mieściło się w czasie, gdy kadr jest jeszcze naświetlany).

Jest jeszcze sztuczka sprzętowa (oczywiście poza oczywistą oczywistością, czyli użyciem statywu) – obiektyw (lub aparat) z redukcją drgań. Jeden z naszych obiektywów posiada taką redukcję i mimo iż to amatorski obiektyw, udaje się uzyskać ostre zdjęcia z czasem dłuższym o 2 do 3 działek (np. z czasem 1/15 s przy ogniskowej 100 mm)!

Osobnym zagadnieniem jest poruszenie obiektu w kadrze – dla przykładu weźmy ten nasz samochód, który jednak teraz jedzie. Jeżeli zrobimy zdjęcie statyczne kadru, a w tym czasie przejedzie nam samochód, to będzie on mniej lub bardziej rozmazany. Czy to jest ciekawe? W pewnych warunkach może… ciekawsze jednak będzie uchwycenie nieporuszonego samochodu w kadrze, z poruszoną całą resztą – w tym celu wystarczy dobrać czas naświetlania dla danej ogniskowej, który pozwoli nam na poruszenie całego kadru (czyli np. używając ogniskowej koło 100 mm weźmiemy czas naświetlania rzędu 1/30 s – 1/15 s). Na koniec pozostaje nam już tylko odpowiedni ruch wodzący (nazywa się to panoramowaniem) obiektywu za obiektem i gotowe!

prawiejakfotograf.pl
Przykład panoramowania – f/16, 1/60 s, 18 mm, ISO 200

Możemy też pójść w zupełnie innym kierunku, nastawić dla ogniskowej 100 mm czas rzędu 1/8000 s i (o ile światła nam nie zabraknie) będziemy w stanie zatrzymać w kadrze obiekty poruszające się całkiem szybko. Błysk lampy błyskowej także może nam pomóc zamrozić czas.

prawiejakfotograf.pl
Przykład zamrożonego ruchu – 1/4000 s

Podsumowując – czas naświetlania odpowiada za zamrożenie kadru (zamrożenie czasu), za jego ogólną ostrość wynikającą z braku poruszenia. Operowanie tym parametrem może nam pomóc podkreślić pewne cechy fotografowanego obiektu (szybki ruch samochodu) lub spojrzeć na świat z zupełnie innej perspektywy (zamrożenie szybkich scen). Zbyt długi czas naświetlania lub niechlujny sposób robienia zdjęć będzie nam potęgował ilość zdjęć poruszonych, a przez to pozornie nieostrych.

Czy jednak lekko poruszone zdjęcie możemy uznać za kompletnie nieudane?

O prawidłowym naświetlaniu jeszcze trochę…

Cromer, England, United Kingdom, prawiejakfotograf.pl

W poprzednim wpisie opowiadałem o gofrach, cukrze, sitkach i oszukiwaniu, dziś zacznę już te rzeczy nazywać po imieniu. Mamy zatem czas naświetlania (realizowany przez migawkę), mamy przysłonę (czyli regulowany otwór w obiektywie) i mamy czułość materiału. Zacznijmy od najprostszego pojęcia – czasu.

Czas naświetlania ustawiamy na korpusie lub robi to za nas automatyka. Jest to czas, w którym światło jest wpuszczane na matrycę. Standardowo aparaty pozwalają na ustawienie czasu w zakresie powiedzmy od 1/4000 s do powiedzmy 1 s. Oczywiście to zależy od konkretnego modelu aparatu, bo często jest to rząd od 1/8000 s do 30 s + Bulb (ten ostatni jest prawie dowolny – otwarcie i zamknięcie migawki inicjuje się ręcznie i może trwać ono w cyfrówkach kilkadziesiąt minut). Teraz podstawa, której wydaje mi się nie trzeba tłumaczyć, ale… Czas 1/4000 s to 0,00025 s, czyli mamy do czynienia z ułamkiem sekundy. Zapis kolejnych czasów w rzędzie 1/4000 s, 1/2000 s, 1/1000 s oznacza że długość czasu naświetlania rośnie (nie wiem czemu, ale część ludzi nie zwraca uwagi na to magiczne „1/” i błędnie interpretuje ten ciąg). Jak nie trudno się domyślić, zmiana czasu naświetlania z 1/4000 s na 1/2000 s to dwukrotne wydłużenie czasu naświetlania, zmiana z 1/2000 s na 1/1000 s to kolejne wydłużenie czasu naświetlania dwukrotnie, czyli w sumie czterokrotnie.

Dla formalności: 1/4000 s, 1/2000 s, 1/1000 s, 1/500 s, 1/250 s, 1/125 s, 1/60 s, 1/30 s, 1/15 s, 1/8 s, 1/4 s, 1/2 s (i tu kończą się ułamki), 1 s, 2 s, 4 s, 8 s, 15 s, 30 s + Bulb (nie widziałem aparatu, który ma możliwość ustawienia więcej niż 30 s, ale na pewno takie są).

Przysłona będąca częścią obiektywu jest sterowana albo poprzez pierścień na obiektywie, albo także z korpusu aparatu (w dzisiejszych aparatach już raczej z korpusu). Oczywiście tu też mamy do czynienia z automatyką, która może ustawiać wartości za nas. Zakres przysłon zależy od obiektywu i wynosi typowo gdzieś tak od f/3.5 do f/16. Cały ten ciąg ma postać f/1, f/1.4, f/2, f/2.8, f/4, f/5.6, f/8, f/11, f/16, f/22, f/32 i nie kończy się w tym miejscu, jak i nie zaczyna się od f/1. Te wartości określają światło obiektywu, ale raczej sugerowałbym traktowanie tego nie jako światło w sensie promieni świetlnych, fali czy cząstek, a światło w sensie „średnica dziury”. Światło obiektywu to stosunek otworu przysłony do długości ogniskowej – z tego powodu może istnieć obiektyw o świetle f/0.95 (i istnieje). Wartość przysłony nie jest zatem wartością „zmniejszania” ilości światła, bo przecież obiektyw o świetle f/0.7 go nie wzmacnia (ciekawostka, o której warto poczytać: Carl Zeiss Planar 50 mm f/0.7). Nie należy się teraz przejmować, jeżeli ostatni fragment jest niezrozumiały. Dla nas w tej chwili jest najważniejsze, że zmniejszenie otworu przysłony o jeden stopień powoduje zmniejszenie ilości wpadającego światła dwukrotnie. Tutaj też należy wyjaśnić, że przysłona f/16 to jest „duża przysłona” a „mały otwór przysłony”. Najłatwiej skojarzyć to jeśli się popatrzy przy robieniu zdjęcia w obiektyw – wówczas widać, że przy f/16 przysłona zamyka się dużo bardziej niż przy f/5.6 – czyli większa przysłona, bardziej przysłania, zatem wpuszcza mniej światła. Każde kolejne zwiększenie stopnia przysłony (czyli w kierunku f/5.6, f/8, f/11) to dwukrotne zmniejszenie ilości wpadającego światła.

Czułość materiału… chyba najbardziej abstrakcyjna wartość. Domyślam się, że większość domyśla się, ale jakby się ktoś nie domyślił, to powiem, że generalnie chodzi o stopień reagowania na światło. Im wyższa czułość, tym „jaśniej” zostanie zarejestrowane zastane światło lub mniej tego światła potrzeba do zarejestrowania obrazu (bo materiał czulej reaguje). Kiedyś czułość była zmieniana poprzez założenie innej kliszy o innej czułości. Klisza taka miała kryształki soli srebra w emulsji światłoczułej i w zależności od diabli wiedzą czego była mniej lub bardziej światłoczuła. Dlaczego w ogóle stopniować czułość? Czy nie lepiej zrobić kliszę do zdjęć w świetle księżyca? A no nie, bo wraz z czułością spada jakość zarejestrowanego obrazu, no i zwyczajnie w dzień trzeba by było bardzo przymykać przysłonę lub wychodzić poza czasy naświetlania oferowane przez aparaty. Migawki są mechaniczne, czas 1/8000 s to naprawdę zajebiście mało i zajebiście duże przeciążenia się zbierają na zajebiście cienkiej blaszce migawki (dlatego ruskie Zenit z materiałową migawką, wyciągały maksymalnie, a właściwie minimalnie 1/500 s). Czułość podaje się w kilku jednostkach, ale umówmy się – poza ISO to już chyba dziś nikt nie używa np. DIN. Czułość ISO (po angielsku oni mówią szybkość ISO) ma z reguły w dzisiejszych aparatach zakres od 100 do… 1600? 3200? 26500? Zależy od klasy aparatu. Możliwe są oczywiście wartości ISO poniżej 100, ale przyjęło się setkę uważać za punkt wyjścia. No to dla formalności ISO: 25, 50, 100, 200, 400, 800, 1600, 3200, 6400, 12800, 25600… (to oczywiście wycinek zakresów, od niskiego, poprzez normalny, do naprawdę dużego). Nie trzeba być matematykiem, aby dostrzec że z każdym krokiem wartości się podwajają – czułość rośnie dwukrotnie. Oczywiście dziś, w czasach cyfrowych zmiana czułości to nic innego jak większe wzmocnienie prądów na matrycy (co powoduje większe szumy) i możemy nim sterować (w zakresie przewidzianym przez producenta) nawet w wartościach ułamkowych (np. od ISO 100 do ISO 200 w krokach co 1/3).

Teraz będziemy te wartości łączyć. Czułość, otwór przysłony i czas otwarcia migawki – równanie z trzema niewiadomymi ;) Spokojnie… wystarczą nam dwie niewiadome, przyjmijmy zatem że czułość na razie wynosi ISO 100. Chcemy sfotografować scenę, która ma jakąś jasność – ale jaką? To powie światłomierz, który podaje nam (w uproszczeniu) wartość ekspozycji (wspomniane powyżej EV). Dla każdej wartości EV istnieje taka para wartości czas – przysłona, która daje prawidłowo naświetloną klatkę. To zdanie jest oczywiście prawdziwe tylko w pewnym zakresie, bo poza pewne wartości stopnia przysłony czy czasu ekspozycji nie wyjdziemy, poza tym dla bardzo długich i bardzo krótkich czasów naświetlania dochodzi efekt Schwarzschilda, ale w codziennej „zwykłej” fotografii nie musimy się tym przejmować. No ale światłomierza pewnie nigdy nikt nie widział (choć dziś każdy aparat ma wbudowany światłomierz), a już tym bardziej pewnie nikt nie używał, więc kto miałby pojęcie o wartości ekspozycji. Żeby choć trochę to Wam przybliżyć powiem tak – kiedyś w pudełkach po kliszach była instrukcja, którą pamiętam do dziś (a przynajmniej tak mi się wydaje). Wyglądało to mniej więcej tak:

prawiejakfotograf.pl

To było narysowane w kliszach o czułości ISO 100 i odnosiło się do czasu naświetlania 1/250 s. Wystarczyło tylko odpowiednio przesuwać parametry i klisza naświetlała się poprawnie. Dziś wiem, że ostatni obrazek, czyli słoneczny dzień i przysłona 16 przy czasie 1/250 s to 16EV, drugi punkt zaczepny łatwy do zapamiętania to 0EV – jeśli do prawidłowego naświetlenia materiału o czułości ISO 100 potrzebujemy przysłony f/1 i czasu 1 s, to mamy właśnie 0EV. Wróćmy jednak to 16EV. Powiedziałem, że wystarczyło odpowiednio przesuwać parametry i klisza naświetlała się poprawnie… jak przesuwać? Co przesuwać? No to najpierw rysunek:

prawiejakfotograf.pl

Jak widać powyżej, przesunięcie się z parą w kierunku przysłony 11, czyli o większym otworze, wpuszczającym dwa razy więcej światła, powoduje użycie czasu 1/500 s, czyli dwa razy krótszego, dającego dwa razy mniej światła, czyli w sumie ilość światła rejestrowana przez materiał światłoczuły jest taka sama! Możemy zatem uzyskać tak samo naświetlone zdjęcie używając innych parametrów naświetlania. Tymczasem dowiemy się jak zmieniać ilość rejestrowanego światła. Znów najpierw rysunek:

prawiejakfotograf.pl

A zatem tak naprawdę regulując dwa parametry sterujemy ilością wpadającego światła. Przesuwając zarówno czas o jedną działkę jak i przysłonę (w przeciwną stronę) o jeden stopień, uzyskujemy czterokrotnie większą ilość zarejestrowanego światła. Takie same pary tworzą ISO i czas, ISO i przysłona. Chcąc uzyskać tak samo naświetloną klatkę możemy zmieniać zatem aż trzy parametry. Zmieniając którykolwiek z tych parametrów o jeden stopień należy pamiętać, aby z pozostałych ten jeden stopień zdjąć – albo w całości z jednego z pozostałych parametrów, albo częściowo z obu pozostałych. Tym samym możemy użyć ISO 100 i przysłony f/16 dla 1/250 s jak i ISO 400 z przysłoną f/5.6 i czasem 1/8000 s.

Od nas tylko zależy na czym nam zależy i jakich parametrów użyjemy, ale ten temat to już trochę poleży, do następnego wpisu.

O prawidłowym naświetlaniu słów kilka…

Od dość dawna zabierałem się do napisania tego tekstu. Nawet od bardzo dawna i w sumie już miałem sobie podarować, ale niedawno musiałem komuś od zera tłumaczyć podstawy i chyba ciągle jest zapotrzebowanie na taką wiedzę… Z tego wpisu dowiesz się mniej więcej czym jest i za co odpowiada przysłona, czas naświetlania, czym jest czułość materiału światłoczułego i co to znaczy „prawidłowo naświetlić klatkę” (przynajmniej mi się wydaje, że się tego dowiesz).

O prawidłowym naświetlaniu słów kilka.

Co to w ogóle jest prawidłowe naświetlenie, prawidłowa ekspozycja? Założenie jest proste – robiąc zdjęcie chcielibyśmy, żeby było one poprawnie naświetlone, nie za jasne, nie za ciemne lub w ogóle czarne. Oczywiście w dzisiejszych aparatach automatyka jest na takim poziomie, że bez tej wiedzy da się z powodzeniem fotografować, ale moim zdaniem warto tą wiedzę posiadać. Aby zatem zdjęcie było poprawnie naświetlone musi się złożyć razem kilka elementów. Przede wszystkim musimy mieć jakieś światło do uwiecznienia. O ile nie jesteśmy na dnie kopalni węgla nie powinno być z tym problemu. Zatem mamy światło, potrzebujemy jeszcze czegoś światłoczułego – zakładam, że każdy słyszał o kliszy fotograficznej i z grubsza zdaje sobie też sprawę, że w dzisiejszych aparatach zamiast kliszy są matryce. Ok, mamy dwa podstawowe elementy, tyle że nie mamy jeszcze żadnej kontroli nad tym światłem, które pada nam na matrycę. Tu z pomocą przychodzi przysłona i migawka, proste… no okazuje się, że jednak nie do końca.

Żeby trochę lepiej zrozumieć zasadę działania migawki i przysłony posłużę się odwołaniem do… gofrów. Gofry każdy widział, a matrycę już nie koniecznie… Co więcej będą to „gofery z cukierem”. Wyobraźmy sobie dodatkowo jakiegoś sympatycznego grubaska, który lubi gofry posypane cukrem na płasko (czyli wypełnia cukrem całą powierzchnię gofra tak wysoko, żeby cukru było równo z tymi „krateczkami” gofra). To będzie nasza poprawnie naświetlona klatka (kadr).

Jak posypać gofry cukrem? Najlepiej przez sitko, żeby było równo… Sitko = przysłona. Im większe (o większej średnicy) sitko wybierzemy, tym szybciej całego gofra obsypiemy cukrem. Oczywiście dla uproszczenia zakładam, że cały cukier trafia na gofra. Możemy zatem wybrać dwie drogi – wielkim sitkiem szybko obsypiemy całego gofra zasypując go po same brzegi, albo małym siteczkiem będziemy obsypywać go i obsypywać (zakładamy, że cukier się nie kończy).

prawiejakfotograf.pl

Innymi słowy, jeżeli ustawimy przysłonę na małą dziurkę, to będziemy klatkę dłużej naświetlać, a jeżeli ustawimy dużą dziurę, to naświetlanie zajmie nam o wiele mniej czasu. Jedyna różnica jest taka, że światło nie pada pionowo w dół na matrycę, bo obiektyw trochę inaczej kieruje światło.

prawiejakfotograf.pl

Jak nie trudno się domyślić, czas posypywania gofra cukrem to nic innego jak czas ekspozycji, czas naświetlania. Logicznym jest, że używając sitka większego skracamy czas i na odwrót.

Wszystko jasne, ale czy to wszystkie możliwości? A gdybyśmy chcieli trochę naszego grubaska oszukać? Może nie mamy dość cukru, żeby zasypać całego gofra po brzegi, a może nie mamy tyle czasu lub z jakiegoś powodu nie możemy wziąć większego sitka? Obetnijmy ścianki gofra! Kładziemy naszego gofra na płaskiej powierzchni, bierzemy ostry nóż i jak nikt nie patrzy przycinamy na płasko ścianki gofra tak, żeby zamiast 1 cm wysokości miał tylko 5 mm.

prawiejakfotograf.pl

Obsypujemy takiego oszukanego gofra cukrem po same brzegi i gotowe! Wysokość ścianek nazwijmy sobie… ISO (obcinając ścianki zwiększamy ISO, czyli czułość, czyli używając dwa razy mniej cukru lub skracając czas naświetlania będziemy mieli nadal gofra zasypanego po brzegi). Oczywiście nasz sympatyczny grubasek będzie grymasił na takie oszukane gofry, bo spada ich jakość (na zdjęciach pojawia się szum), ale woli zasypanego po brzegi gofra nawet jeśli jest oszukany.

Innymi słowy zwiększając otwór względny przysłony wpuszczamy więcej światła, więc nadmiar tego światła odcinamy czasem naświetlania. Możemy dodatkowo operować czułością matrycy, aby w przypadku mniejszej ilości światła nadal uzyskać dobrze naświetlone zdjęcie, ale niesie to za sobą pewne konsekwencje w postaci obniżenia jakości zdjęcia. Tymi trzema parametrami regulujemy ekspozycję (zakładam, że póki co nie umiemy sterować cukr… światłem w takim stopniu, by zwiększać jego ilość na zawołanie).

prawiejakfotograf.pl

Oczywiście czas naświetlania i przysłona wpływają nie tylko na ekspozycję, ale o tym chyba napiszę Wam już następnym razem.