O prawidłowym naświetlaniu jeszcze trochę…

Cromer, England, United Kingdom, prawiejakfotograf.pl

W poprzednim wpisie opowiadałem o gofrach, cukrze, sitkach i oszukiwaniu, dziś zacznę już te rzeczy nazywać po imieniu. Mamy zatem czas naświetlania (realizowany przez migawkę), mamy przysłonę (czyli regulowany otwór w obiektywie) i mamy czułość materiału. Zacznijmy od najprostszego pojęcia – czasu.

Czas naświetlania ustawiamy na korpusie lub robi to za nas automatyka. Jest to czas, w którym światło jest wpuszczane na matrycę. Standardowo aparaty pozwalają na ustawienie czasu w zakresie powiedzmy od 1/4000 s do powiedzmy 1 s. Oczywiście to zależy od konkretnego modelu aparatu, bo często jest to rząd od 1/8000 s do 30 s + Bulb (ten ostatni jest prawie dowolny – otwarcie i zamknięcie migawki inicjuje się ręcznie i może trwać ono w cyfrówkach kilkadziesiąt minut). Teraz podstawa, której wydaje mi się nie trzeba tłumaczyć, ale… Czas 1/4000 s to 0,00025 s, czyli mamy do czynienia z ułamkiem sekundy. Zapis kolejnych czasów w rzędzie 1/4000 s, 1/2000 s, 1/1000 s oznacza że długość czasu naświetlania rośnie (nie wiem czemu, ale część ludzi nie zwraca uwagi na to magiczne „1/” i błędnie interpretuje ten ciąg). Jak nie trudno się domyślić, zmiana czasu naświetlania z 1/4000 s na 1/2000 s to dwukrotne wydłużenie czasu naświetlania, zmiana z 1/2000 s na 1/1000 s to kolejne wydłużenie czasu naświetlania dwukrotnie, czyli w sumie czterokrotnie.

Dla formalności: 1/4000 s, 1/2000 s, 1/1000 s, 1/500 s, 1/250 s, 1/125 s, 1/60 s, 1/30 s, 1/15 s, 1/8 s, 1/4 s, 1/2 s (i tu kończą się ułamki), 1 s, 2 s, 4 s, 8 s, 15 s, 30 s + Bulb (nie widziałem aparatu, który ma możliwość ustawienia więcej niż 30 s, ale na pewno takie są).

Przysłona będąca częścią obiektywu jest sterowana albo poprzez pierścień na obiektywie, albo także z korpusu aparatu (w dzisiejszych aparatach już raczej z korpusu). Oczywiście tu też mamy do czynienia z automatyką, która może ustawiać wartości za nas. Zakres przysłon zależy od obiektywu i wynosi typowo gdzieś tak od f/3.5 do f/16. Cały ten ciąg ma postać f/1, f/1.4, f/2, f/2.8, f/4, f/5.6, f/8, f/11, f/16, f/22, f/32 i nie kończy się w tym miejscu, jak i nie zaczyna się od f/1. Te wartości określają światło obiektywu, ale raczej sugerowałbym traktowanie tego nie jako światło w sensie promieni świetlnych, fali czy cząstek, a światło w sensie „średnica dziury”. Światło obiektywu to stosunek otworu przysłony do długości ogniskowej – z tego powodu może istnieć obiektyw o świetle f/0.95 (i istnieje). Wartość przysłony nie jest zatem wartością „zmniejszania” ilości światła, bo przecież obiektyw o świetle f/0.7 go nie wzmacnia (ciekawostka, o której warto poczytać: Carl Zeiss Planar 50 mm f/0.7). Nie należy się teraz przejmować, jeżeli ostatni fragment jest niezrozumiały. Dla nas w tej chwili jest najważniejsze, że zmniejszenie otworu przysłony o jeden stopień powoduje zmniejszenie ilości wpadającego światła dwukrotnie. Tutaj też należy wyjaśnić, że przysłona f/16 to jest „duża przysłona” a „mały otwór przysłony”. Najłatwiej skojarzyć to jeśli się popatrzy przy robieniu zdjęcia w obiektyw – wówczas widać, że przy f/16 przysłona zamyka się dużo bardziej niż przy f/5.6 – czyli większa przysłona, bardziej przysłania, zatem wpuszcza mniej światła. Każde kolejne zwiększenie stopnia przysłony (czyli w kierunku f/5.6, f/8, f/11) to dwukrotne zmniejszenie ilości wpadającego światła.

Czułość materiału… chyba najbardziej abstrakcyjna wartość. Domyślam się, że większość domyśla się, ale jakby się ktoś nie domyślił, to powiem, że generalnie chodzi o stopień reagowania na światło. Im wyższa czułość, tym „jaśniej” zostanie zarejestrowane zastane światło lub mniej tego światła potrzeba do zarejestrowania obrazu (bo materiał czulej reaguje). Kiedyś czułość była zmieniana poprzez założenie innej kliszy o innej czułości. Klisza taka miała kryształki soli srebra w emulsji światłoczułej i w zależności od diabli wiedzą czego była mniej lub bardziej światłoczuła. Dlaczego w ogóle stopniować czułość? Czy nie lepiej zrobić kliszę do zdjęć w świetle księżyca? A no nie, bo wraz z czułością spada jakość zarejestrowanego obrazu, no i zwyczajnie w dzień trzeba by było bardzo przymykać przysłonę lub wychodzić poza czasy naświetlania oferowane przez aparaty. Migawki są mechaniczne, czas 1/8000 s to naprawdę zajebiście mało i zajebiście duże przeciążenia się zbierają na zajebiście cienkiej blaszce migawki (dlatego ruskie Zenit z materiałową migawką, wyciągały maksymalnie, a właściwie minimalnie 1/500 s). Czułość podaje się w kilku jednostkach, ale umówmy się – poza ISO to już chyba dziś nikt nie używa np. DIN. Czułość ISO (po angielsku oni mówią szybkość ISO) ma z reguły w dzisiejszych aparatach zakres od 100 do… 1600? 3200? 26500? Zależy od klasy aparatu. Możliwe są oczywiście wartości ISO poniżej 100, ale przyjęło się setkę uważać za punkt wyjścia. No to dla formalności ISO: 25, 50, 100, 200, 400, 800, 1600, 3200, 6400, 12800, 25600… (to oczywiście wycinek zakresów, od niskiego, poprzez normalny, do naprawdę dużego). Nie trzeba być matematykiem, aby dostrzec że z każdym krokiem wartości się podwajają – czułość rośnie dwukrotnie. Oczywiście dziś, w czasach cyfrowych zmiana czułości to nic innego jak większe wzmocnienie prądów na matrycy (co powoduje większe szumy) i możemy nim sterować (w zakresie przewidzianym przez producenta) nawet w wartościach ułamkowych (np. od ISO 100 do ISO 200 w krokach co 1/3).

Teraz będziemy te wartości łączyć. Czułość, otwór przysłony i czas otwarcia migawki – równanie z trzema niewiadomymi ;) Spokojnie… wystarczą nam dwie niewiadome, przyjmijmy zatem że czułość na razie wynosi ISO 100. Chcemy sfotografować scenę, która ma jakąś jasność – ale jaką? To powie światłomierz, który podaje nam (w uproszczeniu) wartość ekspozycji (wspomniane powyżej EV). Dla każdej wartości EV istnieje taka para wartości czas – przysłona, która daje prawidłowo naświetloną klatkę. To zdanie jest oczywiście prawdziwe tylko w pewnym zakresie, bo poza pewne wartości stopnia przysłony czy czasu ekspozycji nie wyjdziemy, poza tym dla bardzo długich i bardzo krótkich czasów naświetlania dochodzi efekt Schwarzschilda, ale w codziennej „zwykłej” fotografii nie musimy się tym przejmować. No ale światłomierza pewnie nigdy nikt nie widział (choć dziś każdy aparat ma wbudowany światłomierz), a już tym bardziej pewnie nikt nie używał, więc kto miałby pojęcie o wartości ekspozycji. Żeby choć trochę to Wam przybliżyć powiem tak – kiedyś w pudełkach po kliszach była instrukcja, którą pamiętam do dziś (a przynajmniej tak mi się wydaje). Wyglądało to mniej więcej tak:

prawiejakfotograf.pl

To było narysowane w kliszach o czułości ISO 100 i odnosiło się do czasu naświetlania 1/250 s. Wystarczyło tylko odpowiednio przesuwać parametry i klisza naświetlała się poprawnie. Dziś wiem, że ostatni obrazek, czyli słoneczny dzień i przysłona 16 przy czasie 1/250 s to 16EV, drugi punkt zaczepny łatwy do zapamiętania to 0EV – jeśli do prawidłowego naświetlenia materiału o czułości ISO 100 potrzebujemy przysłony f/1 i czasu 1 s, to mamy właśnie 0EV. Wróćmy jednak to 16EV. Powiedziałem, że wystarczyło odpowiednio przesuwać parametry i klisza naświetlała się poprawnie… jak przesuwać? Co przesuwać? No to najpierw rysunek:

prawiejakfotograf.pl

Jak widać powyżej, przesunięcie się z parą w kierunku przysłony 11, czyli o większym otworze, wpuszczającym dwa razy więcej światła, powoduje użycie czasu 1/500 s, czyli dwa razy krótszego, dającego dwa razy mniej światła, czyli w sumie ilość światła rejestrowana przez materiał światłoczuły jest taka sama! Możemy zatem uzyskać tak samo naświetlone zdjęcie używając innych parametrów naświetlania. Tymczasem dowiemy się jak zmieniać ilość rejestrowanego światła. Znów najpierw rysunek:

prawiejakfotograf.pl

A zatem tak naprawdę regulując dwa parametry sterujemy ilością wpadającego światła. Przesuwając zarówno czas o jedną działkę jak i przysłonę (w przeciwną stronę) o jeden stopień, uzyskujemy czterokrotnie większą ilość zarejestrowanego światła. Takie same pary tworzą ISO i czas, ISO i przysłona. Chcąc uzyskać tak samo naświetloną klatkę możemy zmieniać zatem aż trzy parametry. Zmieniając którykolwiek z tych parametrów o jeden stopień należy pamiętać, aby z pozostałych ten jeden stopień zdjąć – albo w całości z jednego z pozostałych parametrów, albo częściowo z obu pozostałych. Tym samym możemy użyć ISO 100 i przysłony f/16 dla 1/250 s jak i ISO 400 z przysłoną f/5.6 i czasem 1/8000 s.

Od nas tylko zależy na czym nam zależy i jakich parametrów użyjemy, ale ten temat to już trochę poleży, do następnego wpisu.

O prawidłowym naświetlaniu słów kilka…

Od dość dawna zabierałem się do napisania tego tekstu. Nawet od bardzo dawna i w sumie już miałem sobie podarować, ale niedawno musiałem komuś od zera tłumaczyć podstawy i chyba ciągle jest zapotrzebowanie na taką wiedzę… Z tego wpisu dowiesz się mniej więcej czym jest i za co odpowiada przysłona, czas naświetlania, czym jest czułość materiału światłoczułego i co to znaczy „prawidłowo naświetlić klatkę” (przynajmniej mi się wydaje, że się tego dowiesz).

O prawidłowym naświetlaniu słów kilka.

Co to w ogóle jest prawidłowe naświetlenie, prawidłowa ekspozycja? Założenie jest proste – robiąc zdjęcie chcielibyśmy, żeby było one poprawnie naświetlone, nie za jasne, nie za ciemne lub w ogóle czarne. Oczywiście w dzisiejszych aparatach automatyka jest na takim poziomie, że bez tej wiedzy da się z powodzeniem fotografować, ale moim zdaniem warto tą wiedzę posiadać. Aby zatem zdjęcie było poprawnie naświetlone musi się złożyć razem kilka elementów. Przede wszystkim musimy mieć jakieś światło do uwiecznienia. O ile nie jesteśmy na dnie kopalni węgla nie powinno być z tym problemu. Zatem mamy światło, potrzebujemy jeszcze czegoś światłoczułego – zakładam, że każdy słyszał o kliszy fotograficznej i z grubsza zdaje sobie też sprawę, że w dzisiejszych aparatach zamiast kliszy są matryce. Ok, mamy dwa podstawowe elementy, tyle że nie mamy jeszcze żadnej kontroli nad tym światłem, które pada nam na matrycę. Tu z pomocą przychodzi przysłona i migawka, proste… no okazuje się, że jednak nie do końca.

Żeby trochę lepiej zrozumieć zasadę działania migawki i przysłony posłużę się odwołaniem do… gofrów. Gofry każdy widział, a matrycę już nie koniecznie… Co więcej będą to „gofery z cukierem”. Wyobraźmy sobie dodatkowo jakiegoś sympatycznego grubaska, który lubi gofry posypane cukrem na płasko (czyli wypełnia cukrem całą powierzchnię gofra tak wysoko, żeby cukru było równo z tymi „krateczkami” gofra). To będzie nasza poprawnie naświetlona klatka (kadr).

Jak posypać gofry cukrem? Najlepiej przez sitko, żeby było równo… Sitko = przysłona. Im większe (o większej średnicy) sitko wybierzemy, tym szybciej całego gofra obsypiemy cukrem. Oczywiście dla uproszczenia zakładam, że cały cukier trafia na gofra. Możemy zatem wybrać dwie drogi – wielkim sitkiem szybko obsypiemy całego gofra zasypując go po same brzegi, albo małym siteczkiem będziemy obsypywać go i obsypywać (zakładamy, że cukier się nie kończy).

prawiejakfotograf.pl

Innymi słowy, jeżeli ustawimy przysłonę na małą dziurkę, to będziemy klatkę dłużej naświetlać, a jeżeli ustawimy dużą dziurę, to naświetlanie zajmie nam o wiele mniej czasu. Jedyna różnica jest taka, że światło nie pada pionowo w dół na matrycę, bo obiektyw trochę inaczej kieruje światło.

prawiejakfotograf.pl

Jak nie trudno się domyślić, czas posypywania gofra cukrem to nic innego jak czas ekspozycji, czas naświetlania. Logicznym jest, że używając sitka większego skracamy czas i na odwrót.

Wszystko jasne, ale czy to wszystkie możliwości? A gdybyśmy chcieli trochę naszego grubaska oszukać? Może nie mamy dość cukru, żeby zasypać całego gofra po brzegi, a może nie mamy tyle czasu lub z jakiegoś powodu nie możemy wziąć większego sitka? Obetnijmy ścianki gofra! Kładziemy naszego gofra na płaskiej powierzchni, bierzemy ostry nóż i jak nikt nie patrzy przycinamy na płasko ścianki gofra tak, żeby zamiast 1 cm wysokości miał tylko 5 mm.

prawiejakfotograf.pl

Obsypujemy takiego oszukanego gofra cukrem po same brzegi i gotowe! Wysokość ścianek nazwijmy sobie… ISO (obcinając ścianki zwiększamy ISO, czyli czułość, czyli używając dwa razy mniej cukru lub skracając czas naświetlania będziemy mieli nadal gofra zasypanego po brzegi). Oczywiście nasz sympatyczny grubasek będzie grymasił na takie oszukane gofry, bo spada ich jakość (na zdjęciach pojawia się szum), ale woli zasypanego po brzegi gofra nawet jeśli jest oszukany.

Innymi słowy zwiększając otwór względny przysłony wpuszczamy więcej światła, więc nadmiar tego światła odcinamy czasem naświetlania. Możemy dodatkowo operować czułością matrycy, aby w przypadku mniejszej ilości światła nadal uzyskać dobrze naświetlone zdjęcie, ale niesie to za sobą pewne konsekwencje w postaci obniżenia jakości zdjęcia. Tymi trzema parametrami regulujemy ekspozycję (zakładam, że póki co nie umiemy sterować cukr… światłem w takim stopniu, by zwiększać jego ilość na zawołanie).

prawiejakfotograf.pl

Oczywiście czas naświetlania i przysłona wpływają nie tylko na ekspozycję, ale o tym chyba napiszę Wam już następnym razem.