Pasek Peak Design SLIDE

prawiejakfotograf.pl

Do tego wpisu zabierałem się pół roku. Dosłownie… bo mniej więcej pół roku temu stałem się posiadaczem paska PeakDesign. W związku z tym, że przez te pół roku minęło między innymi na fotografowaniu, to jestem w stanie o tym produkcie powiedzieć coś więcej niż „fajny”. Pasek ma swoje wady i zalety, na szczęście zalet jest więcej, mianowicie…

Pasek jest „szybkoodczepialny”. To jest naprawdę świetna rzecz, jeśli często potrzebujesz mieć swobodny aparat, np. na statywie lub na fly-camie (czy innym stabilizatorze) a jednocześnie chcesz móc w każdej chwili ten aparat wziąć i zacząć robić zdjęcia z ręki. Ostatnio dość intensywnie wykonywałem zdjęcia panoramiczne, przy czym pasek dyndający z aparatu zwyczajnie przeszkadzał (panoramy sferyczne, więc wykonując zdjęcie nadiru miałbym pasek w kadrze centralnie – upinanie paska za aparatem się nie sprawdzało, trzeba było żmudnie odczepiać pasek – z paskiem Peak Design nie ma tego problemu).

prawiejakfotograf.pl

Pasek jest wygodny. Jest szeroki, masywny, czuć że da radę. Poza tym można przewiesić pasek przez ramię i naprawdę czuć różnicę na kręgosłupie, jeśli się chodzi z paskiem przewieszonym przez tułów po skosie a powieszonym zwyczajnie na szyi. Zwykłe paski są za krótkie by sobie tak aparat przewiesić, a tu wystarczy pasek wydłużyć i gotowe. Płynnie zatem przejdę do regulacji – to jest świetne. Używa się tego właśnie w sytuacji zmiany sposobu noszenia aparatu, poza tym można sobie wybrać czy aparat leży na czy wisi pod bębnem ;)

Kolejny plus to standardowe wyposażenie. W komplecie sią cztery kotwice i płytka montowana na gwint statywowy. Można jedną z kotwic przewlec przez oczko w tej płytce i mieć w aparacie trzy punkty zaczepu aby zmieniać płynnie sposób zawieszenia. Ja używam często mocowania do statywu i aktualnie mam dwie kotwice po lewej stronie a jedną po prawej – czasami zaczepiam pasek na obie z lewej strony, dzięki czemu przy pionowych zdjęciach, gdzie prawą stronę aparatu mam u góry, nie majta mi się pasek przed wizjerem.

Pasek daje radę utrzymać duże body, z gripem i ciężkim obiektywem – obawiałem się, czy aby nie będzie on sam zjeżdżał na tych klamrach, ale okazuje się, że nie. Co więcej ciężki aparat nawet dobrze „wspiera” regulowanie długości paska, bo po otwarciu blokad wystarczy lekki ruch by pasek wyciągnąć i równie lekki, żeby go skrócić. Praktycznie jak w reklamie ;)

Niestety nie ma róży bez kolców… Pasek jest sztywny, ciężko upakować w futerale, zwłaszcza w takim „na jeden aparat”. Futerał, który do tej pory miałem na takie wypady z jednym obiektywem stał się bezużyteczny, bo paska się w środku już nie upchnie, więc musi dyndać na zewnątrz (nietrudno nim wówczas o coś zaczepić) lub pasek trzeba odpinać i chować do innej kieszeni. Problemu nie ma gdy mamy torbę o szerokości ok 40 cm, bo tyle ma ta pogrubiona część paska – wówczas można to ładnie w torbie ułożyć.

prawiejakfotograf.pl

Kotwice przy odpiętym pasku dyndają i w brew pozorom nie są to małe, niezauważalne krążki z logo producenta. No ale coś za coś… Natomiast zapięty pasek na aparacie to wielkie klamry w miejscu, gdzie przedtem mieliśmy nie najmniejsze krążki z logo producenta… Owszem, rozumiem że tak działa ten mechanizm zapinania i odpinania paska, ale narzekam na to. Zwłaszcza przy wykonywaniu zdjęć pionowo, gdzie jak pisałem przepinam się obiema klamrami „na lewe ucho” aparatu, żeby trzymając aparat pionowo w ogóle widzieć coś w wizjerze i nie poobijać sobie oczu.

Pasek ma dodatkowo takie przypadłości jak ślady po zagięciu w najgrubszej, usztywnionej części (myślę, że dla perfekcjonistów to będzie piekło). Z tego względu też upychanie go w ciasne futerały to nie najlepszy pomysł. Oczywiście to jak z samochodem – pierwsza rysa boli najbardziej, a potem to już tylko statystyki… ;)

prawiejakfotograf.pl

Trzeba się też pilnować, żeby nie zapomnieć paska przypiąć do aparatu – jeśli robimy jakieś zdjęcia i odepniemy aparat na chwilę a pasek zostawimy na szyi, to gwarantuję – zapomnimy się i w końcu puścimy niezapięty aparat – byłem bliski temu nieszczęściu… To rozwiązanie jest bardzo wygodne, ale jednak usypia czujność.

No i ostania rzecz, która mnie wkurza niemiłosiernie… W reklamach tak pięknie pokazywani są fotografowie, którzy robią zdjęcie, przewieszają aparat przez ramię, patrzą jeszcze chwilę ku obiektowi swojego zainteresowania i z podniesioną głową idą dalej, zdobywać nowe kadry. To czego nie widać na tych promocyjnych filmikach, to… zgubione muszle oczne. Od czasu jak używam tego paska, zgubiłem chyba ze cztery muszle (a wcześniej żadnej, nigdy). Po prostu ten ruch przewieszania aparatu na biodro powoduje zsunięcie muszli (albo w trakcie chodzenia się to dzieje). Oczywiście taka muszla oczna to nie majątek (a można żyć też i bez), ale od czasu jak używam tego paska czuję się, jakbym jakiś nowy abonament płacił. Niedługo w „moim” sklepie obsługa będzie mnie widać słowami „to co zwykle?” mając na myśli trzy muszle i pilota (bo piloty też gdzieś gubię).

Podsumowując – produkt jest ciekawy, innowacyjny, wygodny, niektóre jego plusy mają swoją cenę, ale jest ona do zaakceptowania (duże klamry). Są też minusy, niektóre dość upierdliwe. Napisałem, że zalet jest więcej… jakby je podliczyć, to chyba jest ich mniej ale są one dla mnie ważniejsze niż wady tego produktu. Czy gdybym wiedział to co wiem, chciałbym ponownie taki pasek?

Tak.

Marzec

prawiejakfotograf.pl

W marcu pojechaliśmy zobaczyć na własne oczy, gdzie kręcono nowy polski serial „Kruk. Szepty słychać po zmroku.” – zwiedzaliśmy Podlasie. Ostatnio odwiedzaliśmy Bieszczady ze względu na „Watachę” i powiem Wam, że takie seriale się inaczej ogląda jak co chwilę myślisz sobie „byłem tam”. I tak w pierwszym odcinku „Kruka” pada jakiś adres – sprawdzam na mapie – przejeżdżaliśmy tą ulicą, w drugim pojawia się jeden z budynków jaki możecie zobaczyć poniżej… Zwiedzaliśmy Białystok (np. Białostockie murale), Trześciankę, Soce i Puchły (Kraina otwartych okiennic), Ploski (nie nie, kierownicę ogryzioną miałem już wcześniej), Białowieżę i Bielsk Podlaski. W domu też byliśmy chwilę, kot ma się dobrze ;)

Czarny piątek

#czarnypiatek, prawiejakfotograf.pl

Dawno mnie nie było na żadnej manifestacji z aparatem, ale jak tylko dowiedziałem się, że w Gdyni protest przeciwko zaostrzeniu prawa do aborcji będzie szedł równolegle z drogą krzyżową, podjąłem decyzję, że lecę szukać taniej sensacji. W prawdzie organizatorzy przemarszu upominali, żeby w przypadku spotkania zachować spokój i przejść w milczeniu obok, nie zakłócając nabożeństwa, ale wiadomo jak jest – komuś by nerwy na pewno puściły. W sumie, może to i lepiej, że się te dwie grupy nie spotkały.

Z technicznego punktu widzenia popełniłem szereg błędów, począwszy od doboru aparatu (zabrałem kompakcik zamiast lustrzanki), techniki fotografowania (powinienem tam latać i skakać, włazić na „scenę”, podchodzić do ludzi z transparentami i takie tam), skończywszy na zbyt lekkim ubiorze (jednak po zachodzie słońca temperatura odczuwalnie spada).

Fotografowanie Nikonem 1 V1 z kitowym obiektywem to jednak trochę samobój. Czasy rzędu 1/30 – 1/15 s (zwłaszcza, gdy chciałem nieco przybliżyć obraz i przysłona leciała na 5,6) zaowocowały dość wysokim ISO. Może nie tak wysokim, żeby od razu poddawać się z obróbką w kolorze (te zdjęcia są czarno-białe bo po porostu tak chcę), ale jednak powyżej ISO 1600 i przy tak długich czasach naświetlania szum jest. Poza tym w tym Nikonie wszystkie ustawienia są pochowane w menu na tyle głęboko, że zanim coś znajdę, to „chwila mija” – z tego względu ustawiony mam jakiś tryb „inteligentny”, który obniża trochę ISO wydłużając czas naświetlania, bo przecież jest stabilizacja obrazu. No tak, tylko wówczas mam rozmazanych ludzi w ruchu (akurat tutaj to pasuje). Reasumując, chyba tym razem tylko trzymałem aparat i wciskałem spust, nie zastanawiając się nawet za bardzo nad kadrowaniem…

Dodam tylko, że było bardzo spokojnie i nie była to manifestacja jakichś dewiacji, skrajnego feminizmu czy głupoty.

Luty

W lutym była zima, w końcu. Poza tym mam nowy obiektyw, co mnie cieszy, ale martwi mnie to, że nie miałem czasu go użyć… Wyjątkiem jest jedno, ostatnie zdjęcie…

Do zobaczenia w marcu!

Migawka i czasy synchronizacji z lampą błyskową

Rodzaje migawek

Wyróżniamy trzy podstawowe typy migawek: elektroniczną, szczelinową i centralną. Nie przychodzi mi w tej chwili do głowy żaden inny typ migawki (no może poza łączeniem migawki elektronicznej z mechaniczną, bo szczelinowa i centralna to migawki mechaniczne). Migawka elektroniczna to po prostu odczyt danych z matrycy, ma swoje zalety (np. możemy uzyskać czasy krótsze niż technicznie byłaby w stanie uzyskać migawka mechaniczna), ale ma też wady, których przykładem jest to zdjęcie…

prawiejakfotograf.pl

W Nikonie D50 była hybrydowa migawka i w pewnym zakresie czasów działała tylko migawka elektroniczna, która robiła takie psikusy na silnych źródłach światła. Po chwili zabawy w programie graficznym jakoś to wygląda, ale…

prawiejakfotograf.pl

…chyba czas nauczyć się obsługi fotoszopa ;) Skupmy się zatem na migawkach mechanicznych…

Migawki mechaniczne

Migawki centralne i szczelinowe są migawkami mechanicznymi. Migawka centralna podstawową zaletę – odsłania całą klatkę na raz, dzięki czemu nie mamy problemu z shutter lagiem i synchronizacją z lampami błyskowymi.

prawiejakfotograf.pl

Ma też niestety jedną podstawową wadę – jest w obiektywie lub tuż za nim, co nie dość że jest konstrukcyjnie skomplikowane, to jeszcze nie bardzo pasuje w rozwiązaniach takich jak lustrzanka – mamy wymienne obiektywy, więc każdy z nich musiałby być z migawką (a to podnosi koszty).

prawiejakfotograf.pl

 

 

Mimo tych ograniczeń, w niektórych bezlusterkowcach migawki centralne są i dają radę. Mnie zaś interesują najbardziej migawki szczelinowe w lustrzankach.

Migawka szczelinowa

W większości współczesnych lustrzanek małoobrazkowych montuje się migawki szczelinowe. Konstrukcja takiej migawki nie zmieniła się zasadniczo od wielu lat (no może konstrukcja się zmieniła, ale zasada działania się nie zmieniła). Migawki mogą mieć przebieg poziomy i pionowy. Migawka o przebiegu pionowym wygląda tak:

prawiejakfotograf.pl

Przebieg pionowy jest chyba lepszy, bo droga którą pokonuje migawka jest krótsza, a zatem najkrótszy czas synchronizacji z lampą błyskową może być krótszy (za chwilę o tym napiszę więcej). Kierunek przebiegu migawki wpływa też na tzw. rolling shutter effect – szybko poruszające się obiekty (przy pionowej migawce) w lewo lub w prawo są pochylone, natomiast obiekty poruszające się pionowo ulegają rozciągnięciu lub ściśnięciu. Przy migawce przebiegającej poziomo jest „odwrotnie”.

#Gdansk, #Wrzeszcz, prawiejakfotograf.pl

Ten jadący samochód się „pochyla” właśnie ze względu na ten efekt migawki – gdyby było jaśniej i użylibyśmy krótszego czasu naświetlania, efekt byłby jeszcze wyraźniejszy.

Jak w ogóle działa migawka szczelinowa

Zamknięta migawka składa się z takich pasków metalu, które zasłaniają całą klatkę. Wszystko to naciągnięte czeka w gotowości na wciśnięcie spustu. Po zwolnieniu blokady migawka startuje i zaczyna odsłaniać materiał światłoczuły. Kiedy upłynie nastawiony czas, np. 1/500 s, druga część migawki zaczyna zasłaniać materiał światłoczuły.

prawiejakfotograf.pl

I tak lecą sobie obie części migawki, aż jedna całkiem odsłoni klatkę a druga całkiem zasłoni, po czym obie, wracają na miejsce. Niestety, ze względu na to że nie cały materiał światłoczuły jest odsłaniany na raz, nie można z takimi czasami używać lampy błyskowej (oczywiście z pewnymi wyjątkami), na większości aparatów nawet mając włączoną lampę nie da się ustawić czasów krótszych niż np. 1/60 czy 1/250 s (istnieją lampy i aparaty, z którymi dzięki pewnym technicznym sztuczkom producentów, da się uzyskać czasy naświetlania i 1/4000 s z lampą, ale przy ograniczeniach mocy błysku). Zobacz na poniższym rysunku – przy 1/1000 s migawka nie zdąży się otworzyć a już się zamyka.

prawiejakfotograf.pl

Żeby poprawnie naświetlić zdjęcie z lampą błyskową trzeba użyć czasu równego lub dłuższego niż najkrótszy czas synchronizacji z lampą błyskową w danym modelu aparatu. Dla Nikonów jest to gdzieś w okolicy 1/200 czy 1/250 s, a to dlatego, że właśnie dla takich (i dłuższych) czasów migawka odsłania cały materiał światłoczuły na raz, a wygląda to mniej więcej tak:
prawiejakfotograf.pl
Przy okazji warto wspomnieć tu jeszcze o metodzie synchronizacji błysku – na pierwszą i drugą kurtynkę. Jak nietrudno się domyślić chodzi o odsłaniającą część migawki (pierwsza kurtynka) i zasłaniającą (druga kurtynka). Standardowo aparat wyzwala lampę na pierwszą kurtynkę, czyli w momencie kiedy odsłaniająca część migawki całkiem odsłoni materiał światłoczuły. Przy czasach rzędu 1/250 s, gdzie momentalnie druga kurtynka zasłania po wyzwoleniu błysku klatkę, nie ma to znaczenia, ale jeśli będziemy operowali czasami naświetlania rzędu 1/8 s, to może okazać się to bardzo istotne. Wyobraźmy sobie jadący samochód, żeby było łatwiej niech jedzie sobie od lewej do prawej. Robimy mu zdjęcie przy 1/8 s, migawka się otwiera, błysk zamraża nam samochód, ale minie jeszcze spora chwila zanim migawka zacznie się zamykać, a samochód nadal jedzie i np. jego światła rysują na zdjęciu smugi. Głupio tak jak światła obiektu wyprzedzają na zdjęciu sam obiekt, co nie? I właśnie tu z pomocą przychodzi synchronizacja na drugą kurtynkę. Zdjęcie się naświetla najpierw bez lampy (wówczas rysują się te smugi świateł) po czym tuż przed startem drugiej kurtynki następuje błysk i mamy koniec naświetlania.

Wszystko fajnie, ale po co mi to wiedzieć

Ustawienie odpowiedniego czasu naświetlania ma wpływ nie tylko na sensowne rozmazanie się obiektów ruchomych (synchronizacja z drugą kurtynką) ale ma dość istotne znaczenie przy fotografowaniu w studio i plenerze z wykorzystaniem lampy błyskowej. Ostatnio fotografowałem w obiekcie, gdzie dało się spokojnie fotografować przy świetle zastanym, z ręki, przy ISO 6400 i całkiem przyzwoitych czasach, moim zadaniem było jednak wykonanie fotografii na jednolitym tle z użyciem dwóch softboksów z lampami błyskowymi – to było dobre źródło światła, o znanej temperaturze i w ogóle nie było mi potrzebne inne światło, a była tam mieszanka dziennego (niewiele, ale jednak) ze sztucznym (zarówno światło żarowe jak i pochodzące ze świetlówek, straszny bałagan). Wystarczyło obniżyć ISO do 100 i ustawić czas naświetlania 1/250 s (technicznie jestem w stanie zejść do krótszych czasów, ale nie było takiej potrzeby, nie chciałem więc ryzykować). Przy takich parametrach naświetlania (przysłona w obu przypadkach ok 4) bez lamp zdjęcie wychodziło praktycznie czarne, więc odpadł mi problem z balansem bieli i „lewym” światłem, malującym sobie po swojemu – miałem tylko moje, pewne źródło światła.

Na zakończenie film

Nakręciłem dla Ciebie film! Może i bohaterowie nie są mistrzami, ale jaka akcja wartka! Tak wartka, że musiałem nagrać to w slołmołszyn :)

Najpierw można zobaczyć dłuższe czasy naświetlania (przy takich można używać lamp bez ograniczeń) i stopniowo schodzę w nagraniu do coraz krótszych czasów – będzie wyraźnie widać, że odpalanie zwykłej lampy z takimi czasami nie ma sensu.

PS. Jeśli chcesz zapytać jaką lampę do Nikona warto kupić, to odpowiem Ci z mojego doświadczenia: nikonowską. Wszelkie zamienniki z jakimi miałem do czynienia były do bani. Podobno ostatnio radę daje Yongnuo, ale sam nie używałem, więc nie potwierdzam, ale nie zaprzeczam.


Dodano 1 kwietnia 2018 r.

W sieci pojawił się materiał na YouTube, którego autorem jest JacekWPhoto, materiał opisuje powyższe całkiem przyzwoicie problem synchronizacji z lampami błyskowymi, polecam zatem zapoznać się z poniższym materiałem: