Jakbym był w stanie wysyłać wiadomości do siebie samego w przeszłość, to poza numerami totolotka i kilkoma innymi, ważnymi informacjami, wysłałbym sobie jeszcze coś, mianowicie… „Marku, edycja zdjęć to nic złego, możesz to robić… no przynajmniej do póki nie bierzesz udziału w konkursie World Press Photo.”. Czytaj dalej…
Tag: #jezioro
W październiku było dla nas intensywnie, przyjemnie i czasem nawet chwytałem za aparat. Byliśmy nad jeziorem i w Europejskim Centrum Solidarności. Muszę powiedzieć, że ECS robi na mnie wrażenie, tak z zewnątrz, jak i w środku, że już o samej historii nie wspomnę… A Gdańsk się tak zmienił, że jestem w szoku.
Wbrew pozonrom sięgałem po aparat kilka razy, ale ani razu dla siebie… więc nie mogę za wiele pokazać.
IKEA, prawdopodobnie sam jestem z IKEA. „Człowiek z dykty” i mam niepomalowane tam, gdzie nie widać. W Ręboszewie stabilnie – wiatrak stoi. We Wdzydzach już tylko ruiny wiatraków, za to widoki zacne. Sentymentalny przystanek ze Szwagrami w Krzesznej – zaraz potem musieli lecieć (tak, siedzą w tym małym punkciku, który jest Boeingiem 737-800 – odwiozłem ich na lotnisko, wróciłem do domu, wyszedłem na balkon i zrobiłem to zdjęcie).
Wiatrak w Ręboszewie polecam serdecznie – niezłe widoki, kawiarnia w obiekcie, relaks mimo tłumów (bo przestrzeń duża). Poza tym odwiedziłem Władysławowo, gdzie przy samym morzu powstawał teledysk „Może chłodu?” zaprzyjaźnionego zespołu ROD.
Tak, mamy w Wejherowie dziko żyjące kury. W okolicy mamy natomiast lasy, parki, jeziora i nawet lotnisko…
Zawsze „lubiłem” na fotoblogach te wszystkie wpisy, w których było minimum siedemset zdjęć…
Każdy fotoamator przez to przechodził, niektórym już tak zostaje do końca, wydaje się to mega nudne i oklepane, ale mimo wszystko, jak tylko nastaje jakaś pora roku, a już w ogóle jesień, to większość z nas chwyta za aparat i udaje się do lasu lub parku, by upolować charakterystyczne dla danej pory roku kolorki…
Godzinka relaksu nad jeziorem…
Ostatni weekend tegorocznych wakacji spędziliśmy nad jeziorem, w Choczewie.
Plan był taki – jedziemy na kajaki! W „Centrum Szkoleniowo Rekreacyjnym MODROK” byliśmy już kiedyś na kilkudniowym wypadzie (grill na wyposażeniu domku, no luksus) i było przyjemnie.











