Ujście Piaśnicy – byłem tu niecały miesiąc temu i wyglądało zupełnie inaczej… Nawiasem mówiąc, takie warunki to ostatnio chyba ze 20 lat temu widziałem.
Otchłań
- Autor wpisu Autor: Marek
- Data wpisu 8 lutego 2026
- Brak komentarzy do Otchłań
Ujście Piaśnicy – byłem tu niecały miesiąc temu i wyglądało zupełnie inaczej… Nawiasem mówiąc, takie warunki to ostatnio chyba ze 20 lat temu widziałem.
Pierwszy taki wpis na tym blogu, bo ze zdjęciami mojego syna! Zamówiłem w Chinach taki modny obiektyw, którym jara się cały świat i ożywiłem nim leżącego od lat w szufladzie Nikona 1, który powędrował w jego ręce. Ja zaś założyłem drugie takie „oreło” na mojego Nikona i poszliśmy w świat… czyli klasycznie na plac Wejhera i do parku.
Zima uderzyła, świąteczny jarmark w Wejherowie się zbiera, światełka w Parku Oliwskim jeszcze świecą. Jemy babeczki, kot wypatruje wiosny. Odwiedzam kilka historycznych miejsc.
Najpierw był śnieg. Zrobiłem zdjęcia makro. Potem nie było śniegu. A potem był. Byłem też nad jeziorem (ale mi się strzała ustawiła do zdjęcia) i nie było śniegu, a potem byłem w Piaśnicy, i znów śnieg był.
W pracy hipsterzy robili kawę z dripa (drip-drop) a potem przez Chwaszczyno jechaliśmy na nagranie z RODem. Innego dnia napadało śniegu więc pojechaliśmy tradycyjnie do lasu. Później był już tylko typowy, wejherowski smog.
Wygląda na to, że cały marzec spędziłem w lesie… Najpierw był śnieg, potem nie było śniegu, najpierw był dzień, potem była noc.
W styczniu byłem w lesie i piłem kawę, byłem w mieście, byłem w parku, spadł śnieg.
W lutym była zima, w końcu…
Pomyślałem, że żeby cokolwiek działo się na tej stronie, to będę wrzucał chociaż jakieś podsumowania miesiąca…
Ostatnio miałem okazję przetestować kilka obiektywów (żadne nowości, po prostu miałem okazję pożyczyć lub wymienić się na coś innego) a teraz wpadł mi w ręce aparat.
Zawsze „lubiłem” na fotoblogach te wszystkie wpisy, w których było minimum siedemset zdjęć…
Niestety to już nie było zimno, tylko wręcz pizgało złem, więc po pięciu minutach byliśmy z powrotem w samochodzie…
Jeszcze wczoraj ten śnieg mnie denerwował, bo moja droga z pracy do domu była trzy razy dłuższa niż zazwyczaj (chociaż nie powiem, frajda z driftowania na drodze też była), natomiast dziś byłem zachwycony!
Przy okazji sobotniej mini-sesji, powstały takie oto zimowe widoczki. Trzeba było wykorzystać ten śnieg, zanim przyszła odwilż…